poniedziałek, 26 marca 2012

Świetliki i Linda- Filandia


Lech Janerka jako wstęp. Gdy miałem siedemnaście lat ten wycinek z Tylko Rocka powiesiłem sobie nad biurkiem przez całe licealne i studenckie czasy. Patrzyłem na to, czytałem, zastanawiałem się i dzisiaj wiem, że Lech nie ma racji.  Co tu pisać. Jak sobie człowiek uświadomi pewne sprawy, to aż zimny dreszcz mnie przenika. Co to będzie jak dopadnie mnie kryzys wieku średniego.






niedziela, 25 marca 2012

Freak Of Nature- Bad Dreams


Ten numer poznałem dzięki składance Minimax.pl i to własnie on zrobił wtedy na mnie najwieksze wrażenie. Świetnie w klimacie niespokojnym i tajemniczym jest to zagrane. Specyficzny wokal momentami dramatyczny. Lubię taką muzykę. Refren mnie powala.


Bad Dreams

sobota, 24 marca 2012

Indios Bravos- Sign


Lubię Piotra Banacha, zarówno w Hey-u jak i solowego czyli z Indios Bravos. Facet gra sercem na gitarze, nie potrzebuje wodotrysków i masturbacji na gryfie instrumentu. Pewnie może zagrać na gitarze wszystko, ale nie musi tego pokazywać. Dźwięki mają mieć duszę, a nie technikę. Bardzo lubiłem Heyowe gitary za czasów Banacha ale wyszło jak wyszło i chłop poszedł swoją droga i dobrze.


Sympatyczna płyta do słuchania rano i wieczorem, a nawet po południu. Bardzo dobry wokalista, jeden z nielicznych facetów jacy w ostatnich latach śpiewają w Polsce. Specyficzny to głos, bardzo ciepły, aksamitny.


środa, 21 marca 2012

Acid Drinkers- Track Time: 66.6 sec.


Tak jest panowie! W końcu Acidzi na poważnie. Acid Drinkers z jajami, ale ciężkimi i metalowymi. Jak tego się słucha, a jak to brzmi. Jedna z moich ulubionych płyt tego zespołu. Cały czas aktualna i nie nudzi się. Dobry rock zawsze się obroni.


Z tego dobrobytu nie wiem za co się zabrać pisząc tego posta, same dobre numery, same zapadające w pamięć riffy i wokale. Najlepsze osiągnięcie pierwszego składu. Okładka płyty też mocna. Bez sensu, nie ma się do czego przyczepić. Do posłuchania wybrałem, najkrótszy, najbardziej wymowny fragment płyty. Perełka.



I jak tu nie kochać lat dziewięćdziesiątych, co wydana płyta to rewelacja. Dorzucę jeszcze jeden numer z tej płyty bo kręci mnie ogromnie i nie mogłem sie powstrzymać

wtorek, 20 marca 2012

Kashtany- Koniec


Jak dla mnie to prototyp zespołu Black River. Ta sama energia, ten sam styl. No i ten sam znakomity wokalista. Maciej Taff, podpora co najmniej kilku znaczących metalowo-rockowych polskich kapel. Szkoda, że ten debiut, a właściwie projekt to tylko sześć numerów. Sześć numerów i tylko dwadzieścia kilka minut dźwięków. Wszystkie utwory trafiają w tarczę. Idealna dawka adrenaliny muzycznej. 


Jeszcze jedna rzecz łączy band Kashtany z Black River. To właściwie nie rzecz a jeden z utworów. Na płycie Kashtany to Blondie, a posłuchajcie teraz utworu zespołu Black River- Punky Blonde. No tak nic nie odkryłem, to ten sam utwór.


Nasłabszym elementem znów niestety jak to często w przypadku polskich produkcji bywa to grafika. Bezsensowny liść rośliny wiadomej na okładce, nie ma raczej nic wspólnego ani z muzyką ani z tekstami. Na pierwszy rzut oka może sie kojarzyć z okładką jakiejś tandetnej hiphopowej ekipy, która bez liścia nie zaczyna dnia. A przecież to porządne rockowe łojenie więc jeśli już, to ogień i gołe tyłki powinny z okładki do nas się uśmiechać.


No i ta piękna słowiańska dziewoja , która raczej pasuje do norweskiego folk metalu, niż do płyty rockerów z nad Wisły. Przyczepiłem się bez sensu, a przecież muzyka jest najważniejsza. Polecam tą Ep-kę, można ja nabyć nadal za smiesznie małe pieniądze (z przesyłką można zmieścić się w kwocie - dziesięciu złotych polskich po denominacji)

Koniec

PS.

a rośliną wiadomą jest oczywiście nasz swojski kasztanowiec (Aesculus hippocastanum L.)

poniedziałek, 19 marca 2012

Kult- 1932...


Bardzo lubię tą płytę, i nie chcę jej oceniać w kategoriach lepszej czy gorszej produkcji, mniejszych czy też większych umiejetności warsztatowych muzyków. Same dobre numery, a po latach obcowania z tą pozycją z dyskografii Kultu, tylko utwierdzam się w przekonaniu, że ten pierwszy Kult brzmi jak prawdziwy Kult. Niby brak tutaj jakichś ogromnych kultowych standardów oprócz "Krwi Boga", a wszystkie kompozycje trzymają mnie w pozytywnym napięciu i słucham ich w skupieniu, bo łatwych dźwięków tutaj raczej brak.

taka sobie relacja:


Najsłabszym fragmentem tej płyty jest numer "Religia starego Babilonu" za bardzo wydumany i wlecze sie jak wóz drabiniasty przez przejazd kolejowy. Za to największą sympatią darzę utwór, który ma w sobie nastrój knajpiany, bardzo rzekłbym "kultowy" czyli 1932 Berlin. Urzeka mnie bardzo ten numer. W sumie bardzo różnorodna to płyta, nie można się nudzić słuchając tego debiutu. Gdy dzisiaj ją sobie włączyłem, po raz kolejny zadałem sobie pytanie, dlaczego tak rzadko jej słucham?


A jeszcze muszę to powiedzieć, że bardzo mi się podoba okładka tej płyty. O Kulcie jest dostępnych tyle materiałów prasowych, że można by wklejać artykuły i zdjęcia bez końca, w zwiazku z tym, poprzestanę jedynie na tych kilku czarno-białych zdjęciach, które tu umieściłem.

niedziela, 18 marca 2012

Tubylcy Betonu- Jak dwa słońca


Nie mam tej składanki, a sądząc po zawartości wygląda dosyć ciekawie. Szukałem tego utworu bardzo długo w końcu udało mi się go odnaleźć. Tubylcy Betonu w nostalgicznym wydaniu. Nie spodziewałem sie po nich takiego grania. Precież to prekursorzy kompletnie innego grania w Polsce. Ni to techno ni acidowe granie. Szczerze mówiąc nie moja bajka i po latach gdy do nich wróciłem i posłuchałem płyt "Wielki ogień" i płyty z kowerami, również mnie nie przekonali w całości, aczkolwiek doceniam ich nowatorstwo. Owszem są pojedyńcze numery, które się bronią, lecz chyba za dużo tu dla mnie elektroniki. Za to ten numer to rewelacja.

Styl muzyczny Tubylców:


A tu ich romantyczne wcielenie: