sobota, 7 września 2013

Kat- Ballady- MTSKM part IV


Ta,,, i wszystko już po tytule jasne. Zestaw romantycznych ballad Kata na kolację przy świecach. Jak można taką kasetę wydać. Troszkę to śmieszne a troszkę żałosne. Już widzę młodych gniewnych zapuszczających długie włosy, w za dużych koszulkach z logo zespołu, i w czarnych glanach włączających sobie ballady w wykonaniu Romka Kostrzewskiego. Marzą wtedy o dziewczynach z którymi chcieliby być, oczywiście dziewczyny obowiązkowo również w glanach i dodatkowo z zielonym wojskowym plecakiem z naszywką "KAT" i wieloma innymi, równie ważnymi zespołami.


Takie wydawnictwo kojarzy mi się z czasami kasetowego piractwa, gdzie na rynek trafiały takie koszmarki jak Ballady Metallicy i tym podobne dziwaki składaki. Poczekam i może kiedyś ta kaseta będzie rarytasem, wtedy bez żalu sprzedam ją.





 
 
Lepiej przeczytajcie sobie czego słucha lord ciemności rodzimego metalu.

 

piątek, 6 września 2013

Plebania- Nie Kopcie Leżącego- MTSKM part III

 

Zatem kolejna niechciana i niesłuchana kaseta. Co prawda wydaje się rarytasem wydawniczym ale ten styl muzyczny rzadko gości w moich progach, a po przesłuchaniu kilku utworów, w których gitarzysta zna cztery dźwięki na progu i w każdym utworze niemiłosiernie je wykorzystuje zmieniając tylko kolejność uderzanych funtów skutecznie zniechęciła mnie do zapoznania się z przekazaem ideologicznym mieszkańców plebanii. Jest to zapewne pozycja dla fascynatów gatunku. Ja do nich nie należę i całe szczęście.
 

 
O zespole wiem tyle ile znalazłem dzisiaj w internecie, jak zauważyłem ten materiał jest nawet dostępny na gryzoniach wszelakich, a już myślałem, że jestem jedynym posiadaczem tego unikatowego białego kruka na brązowej taśmie magnetycznej. Chłopaki zapisały całą kartkę A4 drobnym druczkiem, brawa za maksymalne wykorzystanie dostępnej przestrzeni.
 

 
a więc marsz na półkę zapomnienia. Do pieca z nimi!!!!!!

 

 
 

czwartek, 5 września 2013

Edyta Bartosiewicz- Sen czyli MTSKM part II

 

Płytę „Sen” świadomie sobie odpuściłem. Stało się tak dzięki wszędobylskiej Edycie Bartosiewicz święcącej apogeum swoich sukcesów w połowie lat dziewięćdziesiątych. Ja byłem już na innym etapie rozwoju embrionalnego i tego rodzaju granie środka przestało mi wystarczać. Ilość singli, klipów jakie zostały skutecznie wygenerowane z tej płyty ostatecznie obrzydziły mi te piękne i smutne przepełnione niespełnionymi młodzieńczymi ideami piosenki. Tak egzaltowany głos Edyty Bartosiewicz którą cenię za płytę Holloe Poloy i za solowy debiut wręcz mnie denerwuje. Nie przesłuchałem tej kasety do końca  ani razu, zresztą nawet jej sobie nie kupiłem. Jest u mnie bo znajomy likwidował swoją kolekcję to przejąłem kilka jego kaset. Nie chcę popełnić tego błędu co kiedyś, gdy za bezcen oddałem większość swojej kasetowej kolekcji, gdyż zachłysnąłem się kodem binarnym i zapisem cyfrowym przełomu wieków, kiedy wszyscy wieszczyli szybki koniec nośników kasetowych i winylowych.

 
 
Za wiele zatem o tej kasecie rzec muzycznie nie mogę. Skoro jednak mamy tydzień słuchania zapomnianych kaset i na pierwszy rzut poszedł niesłuchany Soyka to Edyty nie może zabraknąć w tym tygodniu również. Do dzisiaj w radio męczą mnie hitami z tej płyty, noszącymi znamiona rockowych implantów dla dorastających nastolatków płci żeńskiej. Ciekaw jestem czy któryś z czytających tego bloga facetów słucha tej płyty. Zaraz ktoś wnikliwie czytający me zapiski może mi zarzucić, że skoro pierwsza płyta „Love” jest przeze mnie chwalona, to logiczną konsekwencją byłoby bym zachwycał się i „Snem”.
 
 
Niestety w porównaniu z kasetą, na okładce której Edyta Bartosiewicz opiera się o nie wiedzieć dlaczego altówkę płyta ”Love” ma w sobie magię i bazuje na zupełnie innych uczuciach, niż ta lekko komercyjna pozycja w dyskografii artystki, która zapewniła jej nieśmiertelna pozycję na kartach polskiej muzyki i w playlistach głównych rozgłośni radiowych. Do dzisiaj zresztą daje się zauważyć traktowanie Edyty z pewnym namaszczeniem i ostrożnością. Wszyscy czekają na jakiś jej spektakularny powrót jak na cud w gospodarce.
 
 
 
Umieszczam, ale nie oglądam, to takie smutne i naładowane emocjami, że moja wątła dusza tego nie zniesie, więc tylko dla ludzi o silnych nerwach. Muzycznie zatem oprócz niezapomnianych genialnych doznań z lat dziewięćdziesiątych posiadam tez takie oto upierdliwe wspomnienia.
 

Gdyby nie edgarowski tydzień słuchania kaset magnetofonowych o zasięgu światowym, to zapewne nie wspomniałbym w życiu o tej kasecie. Potrzymam ją jeszcze kilka lat na półce, a potem sprzedam z zyskiem na allegro. Pewnie gdyby ten blog był poczytny niczym blogi kulinarne albo modowe, a nie był niszowym produktem mojej kreacji to wywołałbym burzę w internecie, bo wszyscy kochają właśnie taką Edytę Bartosiewicz, a ja ze swoją antytezą jej twórczości może nawet zostałbym zaproszony do którejś z telewizji śniadaniowych by tłumaczyć się z takich słów o artystce.

środa, 4 września 2013

Soyka Yanina- Neopositive

 
Skoro mamy kolejny Międzynarodowy Tydzień Słuchania Kaset Magnetofonowych to i tym razem się do niego przyłączam. Podchodzę zatem do półeczki z kasetami, sięgam ręką nie patrząc gdzie ona wędruje. Albo na złość spojrzę. Skierowałem swój wzrok w kierunki z kasetami, których nie słucham, zatem otwieram tydzień słuchania kaset magnetofonowych, których nie słucham bo nie lubię. Tak właśnie jest z kasetą duetu Soyka-Yanina. Parokrotnie próbowałem sie przekonać do tego typu grania, jednak nic mi z tego nie wyszło. Jakoś nie żałuję. Dawno temu, pamiętam mój drogi friend Ryh strasznie się jarał ta kasetą i numerami Staszka Soyki, czułem wtedy lekki niepokój, czy aby napewno wszystko ze mną jest w porządku, bo skoro wszyscy twierdzą, że to dobra płyta z muzyka to pewnie tak musiało być. A mi się nie podobało od początku.
 
 
 
Po latach wiem, że takie granie nia miało i nie ma u mnie szans. Ni to akustycznie ni to bez prądu. Przekaz emocjonalny podmiotu lirycznego emanujący niesamowitą siłą perswazji, wokal zajmujący całą przestrzeń muzyczną i muzyka sprowadzona do roli nieinwazyjnego akompaniamentu. To wystarczające argumenty na udowodnienie sobie samemu, że mimo iz Staszek Soyka wielkim artystą jest to mnie osobiście nie przekonuje i nie wywołuje u mnie żadnych doznań poza lekkim znudzeniem i zniecierpliwieniem.
 
 
Chociażby dzisiaj. Chciałem, naprawdę chciałem mu dać szansę i presłuchać całą kasetę. Nie dałem rady. Nerowo przewijałem kasetę po kilkudziesięciu sekundach trwania każdego utworu. Przepraszam cię Riki, Staszku i was czytelnicy, że was zawiodłem i nie dałem szans, sobie i wam na odkrycie czegoś istotnego w tej muzyce. Tak więc bez emocji zostawiam was sam na sam z tym wydawnictwem.
 
 
 
Pewnie jestem niewrażliwy, i przygłuchy na piękne dźwięki, trudno idę posłuchać kosiarki do trawy, może tam znajdę dzisiaj trochę energii. Panie Stanisławie, nic osobistego, szanuję Pana i Pana twórczość, ale zapewne pan też nie lubi death metalu, a ja lubię. dobrze zatem, że jesteśmy tacy różni.
 
Utworu muzycznego brak, bo nie mogę nic znaleźc co chociażby w części mi odpowiadało. Tydzień Słuchania Kaset Magnetofonowych zatem rozpoczęty. zapraszam na jutro, gdzie zaprezentuję kasetę, której nie przesłuchałem do końca ani razu!!!

niedziela, 1 września 2013

Dog In The Fog- Świadomy (singiel)


W końcu jest. Nagraliśmy nowy utwór. Co prawda nasz zespół przeszedł zmiany personalne po wizycie w Jarocinie i ostatecznie zostało się nas jeno trzech. Paradoksalnie to zdarzenie zmotywowało nas jedynie jeszcze bardziej do grania i otworzyło nam oczy na wiele spraw. Tak czy inaczej bez przeprowadzania zespołowej psychoanalizy niczym Metallica w filmie dokumetalnym, śpieszymy wam przedstawić nasze nowe dziecko. Powiedzmy, że to singiel promujący większą zawartość muzyczną nad którą aktualnie pracujemy.
 

 
Pan machający do was rączką informuje: Utworu należy słuchać głośno, unikając głośniczków laptopowych. Jeśłi chcecie poczuć pełnię tej produkcji zalecamy sprzęt audio do jego wysłuchania. Ignorując te zalecenia, musicie się liczyć z utrata pełni doznań jakie gwarantuje ten utwór.


Powyżej:                                 
 
młody zespół starych ludzi ad 2013. Zdjęcie pochodzące z archiwum zespołu przedstawia chłopców przed próbą, w jeden z wtorków tego roku w godzinach wieczornych. Tu waży się przyszłość powiatowego rocka i tu panowie ładują swoje akumulatory do walki z dniem codziennym.
 
Na koniec pragniemy jeszcze poinformować, iż jak tylko zakończymy pracę nad teledyskiem, którego jeszcze nie rozpoczęliśmy, do któregoś z nowych utworów nie omieszkamy podzielić się rezultatami tego przedwsięwzięcia. A na razie krótka fotorelacja z procesu powstawania singlowej pieśni wytyczającej nową drogę poszukiwań psa we mgle:
 
 
niedzielny poranek w sali prób
 
Jezuu, co to będzie, co to będzie!
 
 
maszyneria gotowa
 
 
 
panie reżyserze, ja pana widziałam we wszystkich pana filmach, nawet w tych amerykańskich...
 
 
kraina łagodności i nastroju, dźwiękiem płynąca, na co dzień bardziej surowa,  zaaranżowana na szybko by zapewnić komfort pracy i możliwość łączenia się z energią kosmosu, czyli mózg centralny
 
 
odrobina nowoczesności w rockendrolu nie zaszkodzi

 
spędzone chwile pracy umilają firmy Jacobs i Browary Wielkopolskie oraz marka Łaciate dając wytchnienie i natchnienie przodownikom pracy.
 
 
wszyscy gotowi? Można zaczynać? a więc otwieram nasz program już...
 
 
na pierwszy ogień poszła perkusja, trwało to jakiś czas,
 
 
nawet długi czas. Jeden zdaje się myśleć, bosze, mógł to zrobic lepiej! a drugi: bosze drogi, ale mi to słabo poszło, łaj!

 
 dobra, przesłuchamy to co mamy i jedziemy dalej


zastało nas popołudnie, należało więc uzupełnić ubytki minerałów i energii, oczywiście mi nikt zdjęcia nie raczył zrobić, koledzy. Smacznego!

 
jeśli zagram to w skali jońskiej powiększonej o septymę to czy mogę to zagrać jako ce mol w tempie na siedem ósmych czy cztery czwarte?

 
a teraz skoro już zagrałem, to sobie zaśpiewam
 
 
Z cyklu: nowinki technologiczne- przedstawiamy dzisiaj zestaw wokalno nagraniowy do samodzielnego montażu. Do jego wykonania potrzebna jest pończoszka żony oraz drucik o fi 2,7.
 
 
po wielogodzinnej obróbce, finalny efekt tej niedzielnej pracy ujrzał światło dzienne.


Gitar nie stawiamy w kącie a wręcz przeciwnie, są non stop w akcji. na zdjęciu poniżej psy na gitarze

środa, 28 sierpnia 2013

Obywatel G.C.- Obywatel Świata

 

Niedoceniona przez długi czas przeze mnie płyta Obywatela. Zresztą do dzisiaj mój stosunek do niej jest ambiwaletny. Z jednej strony wkurza mnie okrutnie plastikowość produkcji, a z drugiej powala mnie sama kreatywność i aranżacyjny rozmach pana giece. To są dobre numery, które mogłyby zabrzmieć potężnie gdyby zostały zagrane kilka lat później, a może i kilka lat wcześniej. Zawsze się czepiam tych płaskich brzmień, ale no nie mogę spkojnie przejść oprócz programowanej perkusji i przesadzonych efektów elektronicznych. wiem, że facet szukał w muzyce innych środków wyrazu, chciał zagrać inaczej, nie chciał całe życie grać tego samego. Szacun. Jednak upieram się przy stwierzeniu, że wiele z mocy straciła ta płyta i te kompozycje przez to, że zostały nagrane tak, a nie inaczej.

 
Do tego patrząc na plejadę polskich gwiazd- muzyków którzy maczali palce przy nagraniu tego krążka nadal nie mogę się nadziwić, co kierowało szefem fanatyków ognia, by ostateczny kształt brzmienia tych nagrań był ukierunkowany na taką sterylność cyfrową. Brak przestrzeni i głębi to w jedyny w sumie mój zarzut, bo reszta, czyli same kompozycje bronią się po dziś dzień. Odrzucając te uprzedzenia słucha się tej płyty wyśmienicie, chociaż wymaga skupienia i nie jest jakoś mocno przebojowa na pierwsze przesłuchanie. O mocy tej płyty dla mnie stanowią chociażby takie numery jak
 
 
lub


Nie godzien jestem by omawiać warstwę liryczną tych numerów, bo poetą Grzegorz Ciechowski był zacnym. Chciałbym choć raz w życiu sklecić kilka wersów na tym poziomie co on. Dobre rockowe teksty, dobre solowe popisy instrumentalistów, przebojowość wielu kompozycji, wokalne partie wokalistek, to niezaprzeczalne plusy tego krążka. Dlaczego zatem tak stosunkowo rzadko wracam do tej płyty drodzy muzykomaniacy. Czyżbym był niewolnikim określonego soundu? To straszne, ale coś w tym jest.
 
 
Ja tu sobie piszę, patrzę a tu się okazuje, że jest taki ilm. Oczywiście nie widziałem go nigdy. Znów jestem podniecony faktem pisania tego bloga dla siebie, bo znalazłem coś o czym nie wiedziałem. Poszukuję zatem tego filmu. A tak mi się zawsze wydawało, że tyle już wiem i tajemnic polski rock nie ma przede mną za wielu, a tu proszę, kolejna przede mną. Czuję, że w końcu nadeszła chwila by wydać kilka złociszy i zakupić boks "Kolekcja", gdzie znajdę tą płytę wraz z dodatkowymi wersjami tych utworów.


"Umarła Klasa" tekst, który dopiero dzisiaj jest prawdziwy, a kiedyś w 1992 roku czyli w roku premiery tej płyty wydawał mi się abstrakcyjny, i bałem się, że tak kiedyś będzie, tak jak śpiewa Grzegorz C. I jest.

Końcówka płyty jest fenomenalna, bo takie rzeczy jak


i "Tobie Wybaczam" powodują, że wracam do Obywatela Świata od czasu do czasu. Do cholery, świetna płyta! Momentami wręcz otwieram uszy ze zdziwienia, że takie numery wyrosły w duszach polskiego artysty. Wybaczam zatem Obywatelowi i ja to brzmienie i szukam filmu.