sobota, 9 lipca 2011

Kryzys- Mam dość


Jestem trochę za młody, żeby znać poczynania Kryzysu w swej oryginalnej postaci. Traktuję więc ta płytę w kategoriach nowości. Owszem znam właściwie większość tych utworów, chociaż zazwyczaj z różnych cudzych wykonań. Przyjemnie się słucha, gdy gra Brylewski swoją zmuloną gitarą z rozjechanym brzmieniem. Miodzio.

Nie silą się na nic, ja czuję po prostu dobrze zagrane numery, nie wiem czy tak chcieli żeby kiedyś zabrzmiały czy po prostu robią sobie nowe interpretacje własnej twórczości, w każdym razie każdy kawałek ma w sobie coś i z przyjemnością się słucha tego, a do tego jeśli dodamy do tego aspekt i walor historyczny. To po prostu nie można nie znać tej pozycji.

 Dla mnie ewidentnym numerem jeden na tej płycie to kawałek: „Mam dość” Uwielbiam tempo, gitarę, bas, manierę wokalną i wchodzący saksofon w 1 minucie 26 sekundzie. Miazga. Kocham takie momenty i taką gitarę z efektem wah- wah uwielbiam.














"Przypaliło mi się ciasto,
Nawet nie warto wyjść na miasto"

To najlepsze na płycie wersy



fragment wywiadu:


i recenzja



środa, 6 lipca 2011

Fotoness- Again, Again


Kolejna pozycja w dyskografii Tomka Lipińskiego. Najmniej znana. Bardzo późno ją poznałem. Mój bardzo dobry friend M, który pokazał mi kupę fajnej muzyki miał (i ma nadal) gramofon i kupę megafajnych płyt. Przegrał mi tą płytkę pod koniec ubiegłego stulecia na kasetę magnetofonową marki TDK jeszcze.


Lubię, lubiłem i będę lubił wszystko co Lipiński stworzył i tworzy. I lubię tę płytę. Muszę jednak przyznać iż jest to pozycja Lipińskiego do której chyba jednak najrzadziej wracam. Na pewno nie są to oczywiste proste kawałki. Trzeba tą płytę przesłuchać kilkakrotnie aby odkryć w niej ukryte „piękno”. Brak znanych hitów tak, kupę fajnych utworów- tak. Najbardziej wpada mi w ucho utwór: „Again, Again”


Nie do wiary, że nie ma tej płyty do dzisiaj wydanej na kompakcie. No i chyba jedyny minus tej płyty jak dla mnie to fatalne brzmienie. Perkusja jakby stała w pokoju za drzwiami i wokal też jakoś dziwnie brzmiący jak przez karton. Cóż takie lata, takie brzmienie. Ale i tak mi się podoba. W sumie płyta pewnie dla fascynatów lat osiemdziesiątych.


O Lipińskim i jego różnych wcieleniach można przeczytać u mnie:

wtorek, 5 lipca 2011

Sztywny Pal Azji- Spotkanie z


Jezuuu cóż to było za odkrycie! Pierwsza płyta Sztywnego Pal Azji. Wszystko mnie szokowało od nazwy zespołu, poprzez zawartość utworów na płycie. W końcu to jeden z moich pierwszych kontaktów z polską muzyką rockową. Wtedy żarty muzyczno słowne jak np. utwory: Kurort czy „Budujemy grób dla faraona” były dla mnie czymś świeżym i nowym. Stałem się ich wyznawcą. Chciałem sam ten grób z nimi budować budować.

Wierzyłem w każde słowo chłopakom gdy śpiewali: Nie będę palił i pił, będę już chodził do szkoły…”
Tym bardziej, że wtedy jeszcze nie paliłem i nie piłem, i do szkoły chodziłem codziennie. Wierzyłem w teksty.
Przerażała mnie opowieść z utworu „Proces”, zastanawiała przypowieść z „Wieży radości wieży samotności” (pamiętam, że nie rozumiałem wersu: stawiam piedestały”, o co im chodziło, co oni stawiają?). A takie utwory jak: „Twoja imitacja”, „To jest nasza kultura” są mocne tekstowo i muzycznie do dzisiaj.
Wiem, że mój frjend R. jest podobnego zdania i już kilka lat zabieramy się za to, aby sobie odpalić tą całą płytę i ją sobie przesłuchać i delektować się "procentami" i cofnąć się na chwilę do tamtych czasów.

taką kasetę miałem, przecież to Olbrychski na palu, teraz to widzę!

Właściwie każdy kawałek miał w sobie taki ładunek emocji i mocy, że płyta ta była swego rodzaju moją najlepszą, najważniejszą lekturą

Dzisiaj może się to śmieszne wydaje, że takie teksty mi się podobały, że muzycznie to taki trochę studencki rock jest. Ale tak, podobało mi się i podoba nadal. Jak dla mnie to jedna lepszych polskich płyt i zawsze będę jej bronił. Zresztą o "sztywnych" pisałem już w temacie innego utworu

jeszcze jedna wersja okładki


"Spotkanie z..." to był chyba pierwszy utwór jaki nauczyłem się grać na gitarze. Do dzisiaj nic a nic mi się nie znudził.

Spotkanie z

znalazłem normalną wersję, a nie jakąś z dodanym forteklapem na pierwszym planie

Zespół gra do dzisiaj, lecz z jakimś nowym wokalistą, muzykę, która do mnie kompletnie nie trafia. Wiem grają dla siebie i dla nowych młodszych fanów. Ok, rozumiem. Ale bez tego wokalu to nie to.

poniedziałek, 4 lipca 2011

Roan- Chodźmy tam gdzie jest ogień


W niecyklicznym cyklu: zespoły jednej płyty dzisiaj Roan. Do dzisiaj nie udało mi się dorwać ani płyty ani kasety „Ogień”. Przegrałem sobie jedynie ją kiedyś od kolegi D. i zasłuchiwałem się długimi godzinami, dniami i miesiącami.  Świetna rzecz, takie trochę „armiowate” w założeniu jeśli można takiego zwrotu użyć,  chociaż brak tej potęgi i "brylewszczyzny" w brzmieniu no i dużo regałowych wstawek. To mi się podoba kilka czadów i potem kawałek na wyciszenie w fajnych bujanych rytmach. Wokalista z niskim głosem, może jakimś ogromnym głosem nie dysponował ale do takiej  muzyki pasował.

Tu byłem i ich chyba słyszałem, chociaż po tylu latach nie pamietam ich występu szczerze mówiąc


dane osobowe zastrzeżone


Z tego co widzę w sieci raczej nikt nie pamięta o tej płycie. Bo zespół po tej płycie totalnie zmienił swój światopogląd i został wyznawcą kultu pieniądza i chciał się sprzedać za każdą cenę. I mu się to udało. Zaczął nagrywać jakieś popowe smary w stylu przebojów na eurowizję lub w styl późnego Ich troje, bo inaczej nie mogę tego określić .

Gdzieś w tivi latał numer coś że pada śnieg albo inny świąteczny smar. Po prostu mi ręce opadły jak te wypociny miałem nieszczęście słyszeć. Jak można się tak zmienić. Skoro odcięli się od rocka to mogli chociaż nazwę zmienić, żeby mi teraz nie było wstyd przyznawać się że słucham zespołu Roan. Teraz zespół Roan podbija chiński rynek wraz z Bayer Full- nie wierzycie – spójrzcie w googlarkę.

Żałosne

Roan- Eurowizja


China Tour 2011


Cóż za piękna droga kariery od Jarocina do Szanghaju. Niejeden zespół im tego zazdrości.
Kazik rzekł: "Nie ma litości dla...."
I ja też nie mam

A ich pierwsza płyta na prawdę mi się podoba

Na marginesie zauważyłem, że czy to polski czy to zagraniczny zespół słowo "ogień" w tytule pojawia się bardzo często. Ciekawe dlaczego? Kilka przykładów:


Ira- Ogień
Hey- Fire
Mira Kubasińska- Wielki Ogień
Robert Gawliński- Ogień i wiatr
Arthur Brown- Fire
Free- Fire And Water
Jimi Hendrix- Fire
moja "ulubienica" Patrycja Markowska- Ogień
Maciej Balcar- Ogień i woda
Coma- Ciesza i ogień
Daab- Serce jak ogień

i wiele wiele innych

niedziela, 3 lipca 2011

Mama- Do przodu idź


Znów hit z mojego radiomagnetofonu "Kasprzak".Kompletnie nie wiem gdzie przypiąć ten band. Czy oni sa bardziej rockowi czy bardziej metalowi a może punkowi. Chyba nie znam ich innego utworu. Ale za to ten jest ze mną od najmłodszych lat. Musiałem go gdzieś za młodu usłyszeć, czy to w Trójce albo w Rozgłosni Harcerskiej. W każdym razie ma kopa ten numer, stawia mnie cały czas na nogi. Po odnalezieniu go w sieci, bo gdzie indziej mógłbym go odszukać katowałem go po kilka razy dziennie.

Mój przyjaciel w latach osiemdziesiątych


O zespole można znaleźć info w sieci, więc nie będę się tu mądrzył.


Gdyby jeszcze lepiej brzmiał ten kawałek, bo brzmi tragicznie, to mielibyśmy murowany rockowy hicior, który do dzisiaj byłby w radio puszczany. Lubię takie bojowe teksty. Szczególnie ten wers:

...kiedy tylko tramwaj stanie, ręka noga mózg na ścianie..."

Do przodu idź

sobota, 2 lipca 2011

Chylińska- Winna


Mocna rzecz. Jedna z lepszych, jesli nie najlepsza nasza rockowa wokalistka. Pominę jej aktualny flirt ze sceną pop-dance. Ma wyziew z paszczy lepszy niż niejeden śpiewający w Polsce facet. Do tego mega dobre gitarowe granie.

Świetny wstęp  kawałka niezapowiadający nawałnicy gitarowej, która potem następuje. Miażdżące brzmienie całej kapeli. Męskie granie na maksa. Świetna zwrotka, genialny refren. Bardzo długo nie znałem tej płyty. Cała płyta bardo równa z pojechanymi tekstami, i gitarową miazgą. Ma laska rockową duszę i dlatego wybaczam jej modern rocking.


Płyta na rower, do samochodu, na zły humor. Na maksa do przodu. I tyczy się to całej płyty.
Właściwie od tej płyty nabrałem do niej szacunku i ze spokojem wróciłem do jej nagrań z O.N.A. Jeszcze bardziej mi się podoba to co dzisiejsza jurorka TVN- owskich szoł robiła kiedyś. I do tego to jak teraz wygląda...


Winna

piątek, 1 lipca 2011

Pogodno- 3 chłopców


No lubie takie odpały. Pogodno na pierwszych czterech swoich płytach po prostu mnie rozwalają. Uwielbiam takie zabawy słowem i muzyką. Teksty lekko oderwane od świata, polane sosem z takiej nieoczywistej, niełatwej muzyki. Trzeba mieć nieźle zryty łeb, co by tak grać i śpiewać. Ten numer szczególnie jest obecny w mym sercu. Warstwa tekstowa do mnie trafia maksymalnie. To jakby o mnie. Niby prosta recepta na sukces, a jak ją trudno wprowadzić w zycie i zrealizować.

Po jakimś czasie dopiero odkryłem, że fragment jak pan śpiewa:

"a teraz po angielsku..." to zapożyczenie z Porno For Pyros z utworu: Little Sadness bardzo sympatycznie im to wyszło.

Ostatnie dokonania Pogodna jakoś przestały mnie już smieszyć. Nie wiem, może straciłem poczucie humoru?

3 chłopców