sobota, 14 listopada 2015

Tadeusz Nalepa- Absolutnie


Nie sposób nie zgodzić się z recenzją zamieszczoną poniżej. Niestety dużo w niej prawdy. Za dużo banalnych dźwięków i utworów. Gdyby ta płyta nie była sygnowana nazwiskiem Nalepy, słysząc takie kompozycje miałbym wrażenie, że to kompozycje jakiegoś lokalnego bluesowego bandu, grającego na co dzień w jednym z tysięcy domów kultury.


Tak mnie naszło na ten krążek, bo dawno go nie słyszałem i nie wiedziałem czego się spodziewać. W dniu wczorajszym byłem na bluesowym koncercie i pewnie to mnie pchnęło w ramiona pana Nalepy. Być może kac, który się mnie uczepił wpływa na moją trzeźwość umysłu i percepcję dźwięków i to on powoduje tak chłodny odbiór płyty "Absolutnie". Czytam co napisałem i trochę mi wstyd, że tak pojechałem ten krążek. A przesłucham go sobie jeszcze raz, może następnym razem będzie lepiej.



Mogłem napisać dzisiaj o płycie "Zerwany Film", tam jest jeden utwór, który idealnie opisuje stan psycho-fizyczny w jakim się aktualnie znajduję. Dodam tylko, iż jest to utwór tytułowy.

czwartek, 12 listopada 2015

Jan "Ptaszyn" Wróblewski & Wojciech Karolak- Mainstream


No to tym razem trochę więcej jazzu, a właściwie sam jazz. Tytuł chyba nam mówi podobnie jak w przypadku płyty pana Makowicza, jaka to będzie płyta. Muzyka łatwa miła i przyjemna, sącząca się z głośników jako tło do inteligentnej rozmowy byle nie o polityce. Dwaj znani u uznani dżentelmeni polskiego jazzu.


I Hear Music 


Nie zadałem sobie nawet trudu by sprawdzić, czy ta płyta jest dostępna w wersji kompaktowej, bo ta gra tak dobrze, że niczego mi nie brakuje w jej brzmieniu. Dobrze, że jest pewien fascynat w niezbadanych zakamarkach internetu, który umieszcza na youtube wszystkie płyty jakie wydano w Polsce, dzięki temu mogę bardzo często ilustrować swojego posta muzyką. To już któryś raz, zdarza mi się korzystać z jego wrzutki. musicnonstopklasyka, oprócz tego pisze też swojego bloga, którego czytam.  Pozdrawiam, polecam i dziękuję.


wtorek, 10 listopada 2015

Adam Makowicz- Piano


Dzisiaj znów mała odskocznia od gitarowego świata rocka. Na talerzu wylądowała płyta Adama Makowicza z zacnej serii Polish Jazz. Płyta o wszystko mówiącym tytule "Piano". Adam Makowicz, jak sama nazwa wskazuje gra na fortepianie. Tylko czy trzeba było od razu nagrywać i wydawać płytę z taką muzyką? Jak dla mnie to po prostu zbiór miniatur, może nawet szkiców. Szkoda, że tylko słychać tu jeden instrument, przez co płyta staje się po chwili nico nużąca, żeby nie powiedzieć nudna i przewidywalna.


Oczywiście jest to moja opinia i zapewne koneserzy polskiego jazzu zrzucą mnie w przepaść niewiedzy i osądzą bez procesu. Chociaż jak na moje ucho za dużo jazzu to na tej płycie nie uraczymy. Takie granie prędzej pasuje do niemego kina, w którym muzyk siedzi i opisuje dźwiękami fabułę na czarno białym ekranie. Cóż, takie mam skojarzenia. 




niedziela, 8 listopada 2015

Terrific Sunday- Streets Of Love


Kolejny singiel Terrific Sunday. I znów utwór, po którym nie słychać, że powstał nad rzeką Wartą, a klip równie światowy co inne produkcje rockowych zespołów z wysp. Nigdy takie granie nie było tym czym się jarałem, ale powoli to co trafia do mnie od chłopaków z Poznania mnie przekonuje i z przyjemnością posłuchałbym całej płyty. Chciałbym by cała płyta składała się z takich strzałów jak "Bombs Away" czy dzisiejsze "Streets Of Love"


 

piątek, 6 listopada 2015

Organek- Live Poznań- 05.11.2015


Nazywał się Organek i wystąpił wczoraj w jednym z poznańskich klubów. Już tyle razy obiecywałem sobie, że nie pojadę do tego klubu bo tam wszystko brzmi źle i mam potem mieszane uczucia muzyczne. Z jednej strony wiem, że grali dobrze, ale z drugiej wysiłki akustyka idą zazwyczaj na marne. Nędzna jakość dźwięku. No bo raczej winne jest miejsce, a nie każdy kolejny akustyk nagłaśniający swoje zespoły. Tak też było i tym razem. Straciłem wiele doznań muzycznych z sprawą zbyt basowych gitar i nieczytelnego wokalu. Poza tym Tomasz Organek zagrał znakomity koncert. Byłem wręcz wduszony w podłogę i oczarowany klimatem.

Klipy umieszczam tutaj, bo we wpisie o płycie one jeszcze nie istniały



Kompozycje generalnie znane z debiutanckiej płyty ale każda zmieniona, wydłużona, rozimprowizowana. Pełen luz i zgranie zespołu swoboda wykonawcza. Znakomite wykonanie utworu ”Stay” przy którym poczułem się prawie jak na koncercie The Doors. Rzucony doorsowy hammond i Organek odprawiający egzorcyzmy wokalne zakończone szajbą pana perkusisty, który grał całym sobą, a jak trzeba było to grał i na stojąco. Obłęd. I tak do końca, nawet przerwy między utworami były warte uwagi, świetne połączenie między kawałkami nadawały ciągłości spektaklowi. Odśpiewane z całą salą „O Matko” i „Głupi ja” okazały się bardzo mocnymi fragmentami tego szoł. Organek darł japę, basista grał na bębnach i przeszkadzajkach i śpiewał. Nie nudziłem się ani przez chwilę. Pewnie mało jeżdżę na koncerty i mało widziałem i słyszałem, ale koncert Organka jak dla mnie petarda. 

  
Eskulapie, sorry. Ostatni raz tam byłem i chociażby miałbym sam tam zagrać to tam nie pojadę

wtorek, 3 listopada 2015

Superhalo- Danger! Poison


Trzeci singiel z nadchodzącej płyty. Znakomite granie. Czekam z niecierpliwością na płytę. Kiedy to nastąpi nie wiem. Ciekawe czy chociaż sam zespół to wie. Słuchasz i nie słychać, że to polski band. Patrzysz i nie widzisz, że to polski klip. 

 

niedziela, 1 listopada 2015

Karimski Club- Karimski Club


Pan Owczarek puszczał ten zespół bardzo często w Trójce w nocnej swojej audycji i trochę mnie wtedy urzekło to granie. Co prawda z tego co pamiętam prezentowane były zawsze nagrania live, w których ten zespół prezentował się znakomicie. Do tego jeszcze byłem w tedy w takim momencie swojego muzycznego żywota, w którym lekko zwątpiłem w rocka i poszukiwałem innych form muzycznego wyrazu. Stąd też byłem bardzo chłonny na dźwięki wszelakie.



Minęło kilka lat i w ręce wpadał mi ich płyta, z czego się wielce ucieszyłem. Tym prędzej odpaliłem ją sobie i znów niestety spotkał mnie srogi zawód. Nie to nie to, nie to nie ta muzyka, to chyba nie ten zespół. Takie myśli przelatywały mi w głowie. No i z tymi wrażeniami zostałem do dzisiaj. Płyta wylądowała w najczarniejszej otchłani mojej kolekcji i sięgam po nią tylko z okazji zbliżających się porządków kiedy trzeba wyjąć płyty z półek by wytrzeć na nich kurze, ewentualnie eksterminować pająki.



No i nie wiem dlaczego tak się stało. Być może wróciłem do rocka w końcu i takie clubowo jazzowo acidowe odloty przestały mnie kręcić. W sumie to sam nie wiem czego oczekiwałem po tym krążku. Może zawsze w nocy, kiedy słyszałem Karimski Club byłem w jakimś odmiennym stanie świadomości spowodowanym spożyciem alkoholu i wtedy noc plus promile powodowały, że moje stępione neuroprzekaźniki akceptowały te nagrania.


Za dużo elektroniki, za dużo gadania. Nie płynie to tak jak powinno płynąć i tyle. Wolałbym więcej żywego grania, więcej przestrzeni i luzu, a tu wszystko jest tak napakowane i upchane, że traci swą pierwotną lekkość. Do tego za dużo damskich wokali, za którymi tradycyjnie nie przepadam. A to już po prostu nie moja bajka.