poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Armia- Freak

 
No to przyznajcie się wszyscy piewcy dobrej nowiny i ci, którzy zachwyceni byli tą płytą. A może nadal jesteście nią zachwyceni. Gdy opadł już kurz po przemarszu tej Armii, pora spojrzeć na to wydarzenie z boku i bez emocji. Zespół Armia skąd inąd wielce zasłużony dla naszego kraju nagrywa płyty jakie chce, bo pewnie nic już nikomu udowadniać nie musi. To fakt pierwszy. Fakt drugi jest taki, że Armia jest bardzo płodna niczym Kazik Staszewski i wydaje płyty często, regularnie, a to moim zdaniem odbija się na jakości.


 A to koncert, a to koncept album, a to jakieś inne okolicznościowe zjawiska. Wiem, że trzeba kuć żelazo póki gorące, ale momentami jest tego za dużo i już szczerze mówiąc pogubiłem się nieco. A do tego jestem raczej rezerwistą jeśli chodzi moją sympatię do zespołu. Lata dziewięćdziesiąte to owszem magia, czad, szacunek. Ostatnie płyty raczej słucham wybiórczo i fragmentarycznie. Ostatnią chyba jaką w całości mogę przesłuchać to „Der Prozess”
 
Na płycie „Freak” Armia nie gra jak Armia. Gra jak jakiś post rockowy zespół. Trochę tego frika tu może jest, ale generalnie jak dla mnie zbyt monotonnie i nudnawo. Armijnego czadu bardzo mało, a momenty "odleciane" może i odlatują lecz chyba jednak nie za daleko i nie za wysoko. Chcieli się spróbować w takiej materii to się spróbowali. Nie jest to ewolucja zespołu i ich muzyki to raczej taki skok w bok. Nie jestem przekonany po tych kilku latach czy warto było nagrać tą płytę, bo słuchać jej to za często nie słucham i zapewne nie będę słuchał. Ale to taka moja już przypadłość, że po prostu nic mi się nie podoba z rzeczy jakie są nagrane przez znane nasze zespoły.

Z drugiej zaś strony to jednak dobrze, że taką płytę zespół Armia nagrał i wydał, bo ile można słuchać płyt powielających schemat armijnego stylu, czyli naparzamy na gitarze riff, dokładamy waltornię, piszemy eucharystyczny tekst i mnożymy to razy ilość utworów na płycie i wydajemy. Teraz Rock zapewne uzna kolejną płytę za płytę miesiąca a na końcu roku wrzuci ją do zesatwienia najlepszych płyt upływającego danego roku. Czyli co wniosek może jakiś? Bo kilka plusów zarówno jak i  kilka minusów tu znalazłem, więc sam już nie wiem. Dam sobie jeszcze kilak lat, może wtedy mnie olśni.

sobota, 5 kwietnia 2014

One Million Bulgarians- Bezrobocie

 
 
Tak jak kocham Bułgarów, tak nie mogę zrozumieć co mają oni mi do przekazania na płycie „Bezrobocie”. Dziwne te utwory szare, nijakie, nie chcę napisać że bezsensowne, ale zupełnie nie trafia do mnie ta wizja bezrobocia wykreowana przez tych współczesnych Bułgarów. Wiem, że nie można grać cały czas jak dwadzieścia lat temu, ale tą płytą zespół spowodował, że moja ślepa miłość do niego została zabita w jednej chwili. Mnóstwo elektronicznych smaków które wyjaławiają istotę rocka z tego krążka. Linie melodyczne bez polotu, blade, duży udział jakichś nowych tajemniczych „bułgarek” w roli wokalistek sprawia, iż stawiam sobie pytanie czy mam do czynienia na pewno z tym samym zespołem, który zamiótł mnie „Czerwonymi Krzakami”? Jedynie głos wokalisty jest jakimkolwiek łącznikiem z przeszłością. Na płycie „Langusta” znalazło się jeszcze miejsce na jakieś niezłe melodie, momentami nawet całkiem przebojowe. Tutaj nic z tego nie zostało. Słyszę kompozycje zagrane na siłę. Nie wiem do kogo adresują oni teraz swą twórczość.


 
Bardzo cieszyłem się na tą płytę. Po jednokrotnym jej przesłuchaniu wiedziałem, że nic z tego nie będzie. Specjalnie na potrzeby tego tekstu sięgnąłem ponownie po tą dziwną płytę. Znów zdołowałem się okrutnie. Ta odsłona Miliona Bułgarów nie przekonała mnie i nie będę już sięgał po "Bezrobocie". Tak, bezrobocie to straszna rzecz, nie życzę jej nikomu. Czytam recenzję tej płyty, z periodyka jedynego, który o nich pisze i myślę sobie, że jestem głuchym, ukierunkowanym na jeden rodzaj muzyki, zamkniętym na nowości i nie poszukującym słuchaczem.

 

wtorek, 1 kwietnia 2014

Jan Kowalski- Inside Outside Songs

 

Teraz mam ale trudny orzech do zgryzienia. Płyta z połowy lat osiemdziesiątych, brzmi to momentami jak Maanam dla ubogich. Nie wiem co mnie bardziej irytuje maniera wokalistki, która czasami świadomie lub nie próbuje się zbliżyć do tego co prezentuje Kora, czy granie, które jest sam nie wiem czy popowe, czy rockowe. Mam wrażenie, że to trochę taka muzyka dla nikogo.
 
 
Wokalnie słyszę też tu trochę Wandy z Bandy. Z drugiej strony, może takie mam skojarzenia, bo te wspomniane zepsoły były bardziej znane i grane. Ci natomiast raczej skazani zostali na zapomnienie. Słucham tej płyty sobie dzisiaj i jestem całkiem zaskoczony jej produkcją. Momentami mam wrażenie, że brzmienie szczególnie perkusji jest całkiem niezłe jak na rok nagrania. Perkusja z Wandzie i Bandzie tak dobrze nie brzmi.
 
 
Z trzeciej strony nie da się nie zauważyć, że zespół brzmi bardzo polsko, tak właśnie kojarzą mi się polskie bandy z tamtej epoki. No i ta nazwa, jakże polska. W tym numerze, którego link poniżej zamieszczam, szczególnie w refrenie dają się zauważyć inspiracje Korą.
 
 

 
Ot, taka ciekawostka muzyczna i tyle.

poniedziałek, 31 marca 2014

Mamo mój komputer jest zepsuty!!!!


Najbardziej mnie wkurwia, jak mam zepsuty komputer i brak łączności ze światem. Dlatego mnie tyle czasu nie było. Jeśli ktoś sie stęsknił to oświadczam, iż moja nieobecność była spowodowana przez tą machine piekielną, bez której już chyba żyć nie mogę.
 
 
 

środa, 26 marca 2014

Dog In The Fog- Synaptyczny Błąd- teledysk

 
 
W końcu przedstawiamy nasz klip do utworu "Synaptyczny Błąd". W sieci jest już co prawda od jakiegoś czasu, ale czekał ze spokojem by w końcu znaleźć się tutaj. Po obejrzeniu klipu krótka relacja typu making of.

Synaptyczny Błąd




 
 
 
 
 
 
 



 
Tak to się robi

wtorek, 25 marca 2014

Janek Kyks Skrzek- Górnik Blues

 

No to również nie jest moja ulubiona strona muzyki. Blues ze śląska podany akustycznie i o górnikach. Może to dobry pomysł na prezent dla górników w dniu ich święta, ale dla mnie to niestrawny kawałek winylu. Tak czy inaczej jak widać i słychać, że to twórczość zaangażowana.
 

Nie mam nic więcej do dodania, więc zdejmuję płytę z talerza i wkładam na niego kolejne mało strawne danie.
 




niedziela, 23 marca 2014

Oranżada- Drzewa W Sadzie Zdzikły

 
Kolejna dobra płyta Oranżady, którą tu odsłuchuję razem z wami. Takie rzeczy do mnie trafiają. Nie jest to przebojowe, bo być nie może. Jak to w przypadku tego zespołu oczekuję transu i zdźbła psychodelii. Jestem usatysfakcjonowany, bo otrzymałem to co chciałem. Czasami senne, czasami bardziej agresywne ale zawsze zakręcone dźwięki.
 
 

 
Właściwie wrzucić powinienem linki do większości numerów z tego krążka, bo wszędzie klimatu i odlotu mam pełno. Dobra płyta na nocne rozważania o wszystkim i o niczym. Mało takiego grania w naszym kraju było, jest i zapewne będzie. Tym bardziej więc kibicuję takim zespołom i takiej muzyce. Dwie pierwsze płyty Oranżady to dla mnie jazda obowiązkowa w ostatnich latach.
 
 
 
Momentami jest naprawdę szajba! to lubię.