Nie ma o czym mówić, składanka jak się patrzy, a że nie miałem innych materiałów o zespole L-4, to wykorzystam tą płytę, tym bardziej że na niej znajdują się chyba jedyne zarejestrowane przez zespół utwory. Jednocześnie chciałbym zwrócić uwagę na doborowe towarzystwo w jakim się znajduje zespół L-4. Jeśli jesteś wychowany i urodzony w peerlelu- a jestem, to musisz znać i musiałeś nucić ten utwór- znałem i nuciłem.
Kiedyś, (gdy miałem siedem lat) ten utwór jawił mi się jako genialna rzecz i szczyt rockendrola, no dzisiaj jedynie moge go traktować w kategoriach wspomnienia i faktu, że L- 4 zrobili coś wielkiego, bo w smutnym jak w książce Orwella kraju nagrali przebój z niezłym tekstem, który nie był walczącym z systemem tworem tylko był zabawą, może zgrywą. Świetnie się tego słucha. Musiał się ten utwór u mnie prędzej czy później znaleźć bo wpisuje się on w cykl polskich ejtisowych numerów imprezowych. Coś czuję, że ten utwór byłby powtarzany wielokrotnie podczas tej zapowiadanej przeze mnie od początku istenienia tego bloga imprezie w takich klimatach.
Właściwie, to gdyby tylko ta płyta miała wydanie kompaktowe, to nawet nie musiałbym robić składanki, bo włączyłbym cały dysk, przyznać trzeba że byłoby przy czym się zabawić
Chwila odpoczynku przy stronie be gdzie Made In Poland wygonił by ludzi z parkietu do baru i na papieroska. No ja w sumie przy tym numerze to bym poskakał. Przynajmniej miałbym wolny parkiet.