środa, 19 lutego 2014

Świetliki- Złe Misie

 
To co było mocną stroną Świetlików na pierwszych płytach, tutaj staje się monotonne i nudzące. To co mnie wtedy urzekało i pociągało teraz odpycha. Muzyka do bólu chropowata i identyczna jak wcześniej jednak bez takich zapadających w pamięć utworów jak wcześniej. Teksty świetlikowe, ale żadna fraza w głowę mi nie zapadła i żaden wers nie wszedł do mojego języka potocznego. Wiem że oczekiwanie takich utworów jakie zostały nagrane na „Ogrodzie Koncentracyjnym” jest bezsensowne, bo zespół nie chce się powtarzać i odgrzewać kotletów.

 
W wypadku tej płyty mam jednak wrażenie, że zespół nic nowego nie zaproponował, a kotlety chyba okazały się nieświeże albo źle przyrządzone. Nie wiem czy panierka była nie taka, czy za mało soli i pieprzu. Nudne to jak cholera. Nawet gościnny udział Kasi Nosowskiej nie pomógł i nie uratował tego krążka. Świetlikowcy i tak będą zachwyceni, a tacy jak ja marudzący znudzonymi pozostaną.
 



Inna sprawa, to fakt, że ostatnimi już chyba nawet laty jestem bardzo daleko od takiej muzyki i jak to ktoś w komentarzach niedawno napisał nie potrzebuję takich dźwięków. Zmęczyłem się przesłuchując tą świetlikową poezję. Może nowa płyta ma w sobie więcej „przebojowości” tak patrzę i czytam, wszyscy ją windują w różnego typu podsumowaniach najlepszych płyt zeszłego roku.

 

poniedziałek, 17 lutego 2014

Dog In The Fog- Radio Tour Poznań

 

Ciężkie jest życie rockmana. Ileż to się trzeba nachodzić, najeździć. Ileż to trzeba zarwać dni i nocy, wychodzić wcześniej z pracy, jechać w deszczu i śniegu, po lodzie i błocie by się przez chwilę gdzieś pokazać, by zaistnieć. Podjęliśmy tą ciężką rękawicę i w ostatnim tygodniu stycznia w którym graliśmy koncert w Poznaniu w klubie "Pod Minogą" odwiedziliśmy kilka rozgłośni radiowych w Poznaniu. Opowiadaliśy, chwaliliśmy się. Odwiedziliśmy Radio "Meteor", Radio "Panda" oraz Radio "Afera", z którego to zapis audycji z nami zamieszczamy poniżej.
 
Skoczcie od razu do 20 minuty 
 
 
 
Uwieńczeniem tamtego tygodnia był koncert. Krótka fotorelacja poniżej. Ubogi posiadamy raczej materiał zdjęciowy, ale możecie nam wierzyć na słowo, że było rockendrolowo. Wiele materiałów po prostu nie nadaje się do publikacji. Wybaczcie. Na zdjęciach brak naszego wokalisty, który kurował się by być w pełni sprawny na koncert. Na szczęście ozdrowiał na czas.
 

 
na chwilę przed

 
A już niedługo, nasz pierwszy klip! Właśnie odebraliśmy go dzisiaj.
 

sobota, 15 lutego 2014

Dżem- Autsajder


Nie chciałem pisać o tej płycie, która wyszła w momencie gdy Dżem był u szczytu popularności, przez co zniechęcił mnie do siebie. Do tego mojego zniechęcenia przyczynił się w sposób ogromny singiel z tej płyty czyli utwór tytułowy. Boże, nie szło tego słuchać, zresztą i dzisiaj nie idzie. Ten akordeon przywołuje jak najgorsze skojarzenia. Mam ciarki, ale nie z podniecenia, a z obrzydzenia. Jeden z najgorszych utworów Dżemu jakie w życiu słyszałem. I tak oto singiel zaważył nad faktem mojej niechęci do tego krążka. Ale czy naprawdę jest on aż taki zły? No nie ma tu tyle magii z płyt poprzednich.



Na szczęście nie jest to tak zła płyta jak kiedyś myślałem. Po prostu w ciemno ją potępiłem i nawet nie chciałem w całości przesłuchać. I nie przesłuchałem. Wróciłem do niej po latach niczym ten koles z biblii. Zapomniałem jak mu było, nie niewierny Tomasz, a chyba syn marnotrawny. Może nie doznałem olśnienia i nawrócenia, ale przyjemne momenty jednak tu znalazłem i może z czasem będę wracał częściej do tej płyty ostatniej z Ryszardem.

 
Przecież to bardzo przyzwoity Dżem. Czy ktoś oczekuje od nich czegoś innego? Chyba nie. Niezły a nawet bardoz niezły utwór otwierający płytę, to przecież najlepszy Dżem jaki mozna sobie wymarzyć. Gdy tylko nie ta koszmarna okładka. Lokuję ja gdzies niedaleko koszmarnych okładek zespołu Ziyo. Wiecie "Tetris" i te sprawy.

A Jednak Czegoś Żal


Nadal jestem i chyba będę pod wrażeniem jak ten facet gra, jaki ma feeling, ają muzyczną wyobraźnię. Każda nuta to genialna melodia, nawet w utworach, które mniej mi pasują. Jerzy Styczyński zawsze gra ze smakiem. Szacun.



Kilka słabszych numerów i beznadziejna okładka. Owszem, trochę mi to ciąży, ale po latachsłucham z lekkimi wypiekami na twarzy, jeśłi jeszcze do tej płyty przystawię obecna twórczość zespołu to "Autsajder" jawi się jako dzieło, które bez zażenowania można postawić obok największych osiągnięć zespołu. Przyzwoity "Noc I Rytm" uspokaja moje skołatane nerwy gdyż po nim następuje ten feralny numer tytułowy i muszę uważać bym nie usłyszał ani sekundy tego numeru. Lubię jak jest dużo Dżemu w ich bluesie, a nie dużo bluesa w Dżemie


Po latach najlepsze wrażenie robią utwory znajdujące się na końcu krążka czyli Cała w Trawie, przy którym czuję się jakbym miał znów osiemnaście lat. Drugi świetny numer to ostatni w zestawieniu. Zupełnie go nie kojarzę i chyba nawet do niedawna nie znałem. Ponownie za "Autsajdera" zabrałem się jakiś rok temu i większość numerów czułem jakbym słyszał po raz pierwszy. A tu proszę nawet klip jest do niego. Znakomity utwór. Dobry tekst.



czwartek, 13 lutego 2014

Acid Drinkers- Broken Head

 

Zachwytów nie będzie. Przeciętne niczym nie wyróżniające się mocne granie. Wiem, że się czepiam tego zespołu, ale skoro są otoczeni kultem to znaczy, że coś w nich jest, a ja powinienem więcej od nich wymagać. No to wymagam. Taką płytę mógł nagrać każdy zespół. Czy to moje uprzedzenia, znudzenie, a może wrodzona przekora, ale ja tu nic nie słyszę, żaden riff, żaden refren na kolana mnie nie rzuca.


Taki przykładowy utwór „El Pecado” to pięć minut zrzędzenia i nudzenia. Ciągnie się, końca nie widać, a  i nic dobrego nie słychać. Może Acid Drinkers zapragnęli nagrać poważną płytę, jeśli tak to chyba z ta powagą trochę przesadzili. Tempa średnie, wokale średnie, dobrze, że tylko trzydzieści minut trwa ten krążek, to może przetrwam go za jednym podejściem. Wygląda na to jakby Perła skradł całą płytę zespołowi, i jego tam najwięcej. Jego spojrzenia na muzykę.

Calista
 

Może dlatego brak na płycie jakiegokolwiek koweru i jakichkolwiek typowo acidowych jaj. Nie żeby mi ich jakoś szczególnie brakowało, ale słychać, że zespół chciał pokazać swoje inne mroczniejsze oblicze. Za to plus, ale za stopień realizacji tego pomysłu i ostateczny rezultat daję minus.

El Pecado 

wtorek, 11 lutego 2014

Róże Europy- Kolor


 
Skoro zmartwychwstali, to postanowiłem wrócić do ich wcześniejszej płyty, by moralnie przygotować się na powrót Piotra Klatta wraz ze swoimi Różami. Skoro pierwsze cztery ich płyty już opisałem i zachwycałem się nimi jako płytami swojej młodości to nadeszła pora na wydawnictwo, które już nie przebiło się do mojej świadomości na tyle mocno bym zaliczył „Kolor” bo o nim mowa do lektur obowiązkowych polskiego rocka. Zatem pora przypomnieć sobie, co miały mi do zaoferowania Róże Europy w 1994 roku. Niewiele pamiętam z tych kompozycji, więc po raz kolejny czuję się jakbym odkrywał dla siebie płytę zupełnie nieznaną. Nie jest to dobra wróżba dla tego krążka, bo ja już starszy i nie do końca mogą mnie już dzisiaj przekonywać liryki lidera Róż. Oryginalne owszem, zawsze mi odpowiadała kolorystyka i kwieciste porównania Piotra Klatta, ale nie wiem czy dzisiaj ta magia zadziała.
 
Słucham tej płyty już czwarty raz, bo rozłożyłem sobie tą przyjemność na kilka dni i dzisiaj mogę już w miarę obiektywnie opisać to czułem i co przeżyłem odsłuchując po latach szóstą płytę swojego kiedyś bardzo cenionego i jednego z najbardziej ulubionych polskich zespołów, jak to się powszechnie troszkę niesprawiedliwie mówiło z kręgu harcerskiego rocka.
 
 
No więc, tak jak myślałem. Przez te lata nic się nie zmieniło. Ja tu słyszę uboższą siostrę poprzedniej płyty studyjnej. Z tą jednakże różnicą, że tu się kompletnie nic nie dzieje. Melodie mdłe, wokale nijakie. A najbardziej denerwuje mnie damski chórek w utworze tytułowym. Jezus Maryjo, skąd oni wzięli taki wokal. Katastrofa.
 
 
 
No i tak się ta płyta wlecze. Słychać jakby zespół nie miał kompletnie pomysłu jak zrobić numery podobnie przebojowe jak na "Poganach". Do tego Klatt utknął tekstowo w niezrozumiałym dla mnie zakątku swojego mózgu. Numer "Osadnicy Końca Wieku" to prawie autoplagiat jednego z utworów z płyty "Radio Młodych Bandytów"
 
 
Jakieś plusy? Z tłumu marazmu i średniactwa wybija się przynajmniej jak dla mnie numer chyba najcięższy brzmieniowo z prawie metalowym riffem czyli "Krzyże Chrobrego". To naprawdę niewiele, by móc się cieszyć z tej płyty. No i jeszcze okładka. Przynajmniej jest na czym oko zawiesić. Chociaż potem ta płytowa edycja z Piotrem w kaszkiecie taka sobie.

niedziela, 9 lutego 2014

Rick James vs Blenders- plagiat?

 
 
Gdy to usłyszałem i  uświadomiłem sobie co słyszę, to aż mi denka w oprawkach popękały. Nie wiem, może jestem głuchy, ale jak dla mnie to ta sama progresja akordów te same dźwięki. Oj panowie Blendersowie, nieładnie.
 
 
 Przejrzałem całą książeczkę do waszej płyty i może za wiele nie idzie się doczytać przez oczojebn ekolory i nieczytelne czcionki, ale ani słowa nie znalazłem , że to nie wasza muzyka przynajmnije w części utworu.
 
 
 
A to ojciec tego utworu. To ten sam muzyk, którego emsi młotek kiedyś przerobił i wszyscy myślą, że to właśnie on zrobił muzę, ale to opowieść na zupełnie inna okazję. Dzisiaj skupmy się na polskich muzykach. Posłuchajcie sami i oceńcie. Może mnie ktos wyprowadzi z błędu a może utwierdzi w tym co usłyszałem. Mam nadzieję, że nie znajdę więcej takich niespodzianek słuchając polskiej muzyki
 
 
Swoją drogą polecam twórczość Ricka Jamesa, świetne funkowe, bujające granie.
 



A, nie wytrzymam do następnej okazji. Oto oryginał:


resztę tej opowieści znacie.

piątek, 7 lutego 2014

Guess Why- Road To The Horizon


Ciężko pisać o płycie, do której sięga się tak rzadko, że nawet nie jest się w stanie zapamiętać w jakiej kolejności lecą numery po kolei na dysku. W momencie premiery tej płyty moje gusta muzyczne były bardzo dalekie od tego co robił ówcześnie Guess Why. Dzisiaj moje horyzonty muzyczne są znacznie szersze i tolerancja dla najróżniejszych dźwięków większa i głębsza. Niestety nadal nie znajduję zrozumienia dla tych alternatywno rockowyc- post prawie metalowych dźwięków.

 
Nie jest łatwo szczególnie w naszym pięknym kraju grać takie dźwięki. I tu za to mam szacunek ogromny dla zespołu, że podążali własna dróżką i grali to co im w sercach siedziało. Alternatywnie do bólu, nie ma zmiłuj się. Brudne gitary, riffowanie bardzo anty melodyjne, że się tak wyrażę. Perła kombinuje ze śpiewem i ten element najbardziej mi odpowiada i te różne jego zaśpiewy są najbardziej interesujące. Płyta jako całość niestety mnie nuży i z chaosu dźwięków nie wyłania się żadna kształtna bryła, ani struktura muzyczna. Muzycznie najlepsze są fragmenty lekko psychodeliczne jak w utworze Always Ready To Go Mad, ale takich fragmentów jest tu mało. Okazuje się, że płyta staje się bardziej strawna im bliżej jej końca. Następny w kolejce  "Swallowed The Sun" to już granie jakie w pełni akceptuję w swojej porąbanej głowie.
 

 
Strasznie mi głupio oceniać i krytykować zespoły i ich płyty, które swoją postawą antymainstreamową zawsze mi imponowały i z których można brać przykład jak się nie dać sprzedać systemowi. Jednak ich twórczość nie musi mi się podobać prawda? Nieśmiertelny numer, którego nie idzie zepsuć czyli beatlesowski:
 
 
 
Absolutnie zły na tej płycie jest układ utworów. Płyta powinna zaczynać się trzema ostatnimi numerami.