Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania kayah, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania kayah, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 marca 2011

Kayah- Córeczko

Chyba najbardziej rockowa kompozycja w dyskografii Kayah. Do tego wydana tylko na singlu. Poniżej znajduje się okładka pierwszej płyty Kayah, której podobno się do dzisiaj wstydzi i nie zalicza jej do swej dyskografii. Hm, można i tak. Pamiętam jak w mym mieście w księgarni na wystawie stały różne płyty winylowe, miedzy innymi ta. Stała tak długo aż wyblakła. Dzisiaj to pewnie jest rarytas. Nie wiem czy jest ona dostępna na CD.


Kayah poznałem jako panią, która śpiewała w chórkach z Tiltem, De Mono. Republiką. Był to znaczący udział wokalny i te kawałki zyskiwały wiele na jej udziale.

Jeśli słucham Kayah to jedynie płyty "Kamień" i "Zebra", oczywiście wyłączając takie przeboje jak "Supermenka", "Fleciki" czy inne hity znane z masmediów. Na tych dwóch płytach są na prawdę bardzo dobre fragmenty. Super zagrane z klimatem, nastrojem z przyjemnością wracam do tych utworów. Zachodnie gwiazdy nie powstydziłyby się takich kompozycji.



Na późniejsze wyczyny artystyczne Kayah szkoda mojej klawiatury. Mam na myśli Bregowicze i inne nowoczesne jej brzmienia. To zupełnie inna bajka. Nie moja.

Nie mogę sie nasłuchać. Po latach jeszcze lepsze. A 1 min: 50 sek. wejście przed solówką i sama solówka- palce lizać.


piątek, 27 kwietnia 2012

Kayah- Bohater drugiego planu


Poprzedni post skłonił mnie do tego, by zauważyć, iż Kayah ważną artystka drugiego planu była. Jest kilka znaczących utworów, w których wzięła Pani Kasia udział i był to udział pamiętny. Wspomniane już De Mono w swoim początkowym okresie wspierało się jej głosem.



Najbardziej chyba jednak znanym utworem gdzie jej wokal jest niezastąpiony i z którym ewidentnie się mi ten utwór kojarzy to utwór Tiltu:


Na jej "chórkowym" talencie poznał się też Obywatel G.C., u którego "zawokaliła" na płycie „Obywatel Świata” w kilku  utworach:


Kayah w 1989 roku:



Ciąg dalszy kariery Kayah jest już powszechnie znany


I jeszcze na koniec jeden z moich ulubionych jej numerów, o którym już zrobiłem post:

niedziela, 23 lutego 2014

Kayah- Zebra

 
 
Dzisiaj muzyka na niedzielny poranek. Ilez mozna młócić przesterowanymi gitarami. Pora na chwilę zwolnic tempo i posłuchać mniej inwazyjnych dźwięków. Zatem filiżankę z kawą w dłoń, pod kocyk na kanapie zajmijmy miejsce i możemy nawet w rytm tych dźwięków pochłaniać jakąś nowo nabytą książkę, albo zrobić przegląd prasy. Dla bardziej zaznajomionych i obytych w XXI wieku zostaje tradycyjny facebook. 
 

 
Byłoby jednak niesprawiedliwością traktować tą płytę jedynie jako muzykę tła. Okazuje się że Kayah w tym wcieleniu jest nie tylko sprawną chórzystką o czym już kiedyś pisałem, ale też sprawną wokalistką pracująca na swój rachunek. Mam na myśli to jak śpiewa, ale chyba przed wszystkim jakie znakomite kompozycje znajdują się na tym krążku. Ależ to jest zagrane. Na "Zebrze" jest wszystko co potrzebne jest dobrej płycie popowej. Jest mnóstwo melodii, pulsu, rytmu i sporo przebojów
 
 
Obok oczywistych przebojów z tego krążka jak "Na Językach", "Supermenka", które niekoniecznie należą do moich ulubionych fragmentów płyty można tu znaleźć mnóstwo świetnych kompozycji, czasami nawet rockowych jak "Konferencja Prasowa". Całkiem przyjemne covery "Light My Fire" i "Da Ya Think I'm Sexy". Wszystko znakomicie brzmi, zagrane na żywych instrumentach. Z przyjemnością podkręcam "volume".
 
 
Momentami, aż mi trudno uwierzyć, że to płyta nagrana w tej części globu. Przecież nasi nie czują takich klimatów. W kraju, gdzie powstanie prędzej dobra rockowa płyta na poziomie europejskim, niż dobry produkt popowy.
 

 
 
 

 
 
 
Może i to jest babska muzyka, może. Przyjemnie mi się tego słucha. Idę zrobić sobie drugą kawę. Szkoda, że dalej Kayah poszła inną drogą, a może ja poszedłem w drugą stronę i dzisiaj po prostu nie jestem wstanie wysłuchać najnowszych produkcji tej pani, do której za początek jej kariery i dwie, a właściwie trzy pierwsze płyty jakiś szacunek posiadam.

 
Serce Jak Szafa druga część tego utworu rewelacyjna. Ile na tej płycie miejsca jest dla muzyki, a nie tylko na popisy wokalne i żonglowanie dźwiękiem. Zupełnie nie jestem fanem żeńskich wokali, a szczególnie polskich wokalistek popowych, które udawają czarne divy soulu. "Zebra" jest bardzo zachodnią polską płytą.
 


 

 
 
 
 
 

niedziela, 12 października 2014

Kayah-Kamień


Na niedzielny ból głowy, na stresy tygodnia, co jakiś czas muszę włączyć sobie muzykę inną od tej, z którą obcuję na co dzień. Oprócz światowych tuzów i klasyków spokojnego i dobrego popu, od czasu do czasu znajdzie się też czas i mijesce dla naszej rodzimej wykonawczyni. I tu niespodzianka, bo tą płytę kupuje w całości, no z małymi wyjątkami. Kayah w wybornej formie. Pisałem zresztą osobny post o jej drugoplanowym udziale jako chórzystka na różnych płytach, pisałem też o płycie "Zebra", równie dobrej co dzisiejszy bohater czyli "Kamień"



Nie zamierzam skupiać się jedynie na roli wokalistki na tej płycie, bo to co się dzieje za nią zasługuje również na ogromne uznanie. Świetnie słucha się tej muzyki. Znakomicie zagrane i zaaranżowane numery. Mnóstwo znakomitej rockowej gitary, kupę smaczków. Jestem pod wrażeniem. No proszę do meojej zakutej rockowej mózgownicy docierają także inne dźwięki. A wiecie, że pierwszy raz widzę te klipy? Myślałem, że jedynie najsłabsze na płycie "Fleciki" były okraszone obrazkiem ruchomym.
 
 


 



W końcu oisałem jakąś płytę, którą po prostu lubię, bo to co słuchałem ostatnio pod kątem tego co mógłbym opisać i umieścić na blogu, nie nastroiło mnie raczej optymistycznie. Te wszystkie Kulty i inne płyty relatywnie nowe, które ostatnio dla świętego spokoju przesłuchałem z bólem duszy i uszu powoli mnie przekonują do stwierdzenia, że chyba wszystkie dobre polskie płyty, które kocham już zamieściłem na blogu i coraz częściej i więcej opisuję rzeczy, których nie trawię, nie słucham. Nie takie były założenia tego blogopisarstwa. Pomyślałem zatem, że rozszerzę zakres swojeo działania i będę też pisał o płytach zagranicznych. Kiedy? Jak tylko uporam się z resztą polskich rzeczy, które jeszcze z siebie muszę wypluć i nabazgraż o nich kilka nieskładnych zdań.

środa, 25 kwietnia 2012

De Mono- Rozstania bez słów


Druga płyta De Mono i ostatnia jkiej mogę słuchać. Słucham jej z przyjemnością do dzisiaj, podobnie zresztą jak ich pierwszą płytę. Przyjemny pop-rock, gitarowo, stonesowo. Świetne chórki Kayah. No lubię i tyle, nie będę się przecież wstydził tego. Same dobre numery proszę państwa. Nie wiem sam, której płyty więcej razy słuchałem pierwszej czy drugiej, w każdym razie szkoda tylko, że potem poszli w stronę mniej ambitnych popowych klimatów.



Podoba mi się też okładka, a szczególnie buty członka zespołu stojącego jako pierwszy od lewej strony. Szukam takich.



Kilka słów znanych muzyków o utworze z tej płyty, wypowiadają się również członkowie De Mono:


No nie sposób się nie zgodzić z zarzutami np dotyczącymi brzmienia perkusji i komplementami dotyczącymi udziału Katarzyny Szczot w nagraniach. Świetny moment instrumentalny w tym numerze.


Reklama pochodząca z jednego z czasopism muzycznych (rok 1991)


O takiej gitarze można było wtedy jedynie pomarzyć,  a dzisiaj za kilkaset złociszy każdy może stać się nabywcą sprzętu made in China, który o dziwo gra, nieważne jak ale gra. Poniżej mój pierwszy bas, na którym wydobyłem swoje pierwsze basowe nuty. Granie na nim wymagało poświęcenia i przygotowania atletycznego. Ten instrument zniechęcił mnie to ćwiczeń, stąd do dzisiaj nie nauczyłem się dobrze grać. Lecz nie poddałem się i gram dalej, na szczęście na innym instrumencie. O dziwo, mój pierwszy bas rodzimej produkcji znalazł nabywcę i pewnie teraz on go przeklina.


skoro pojawił się już wątek autobiograficzny to wypadałoby go dokończyć. Oto mój drugi basowy przyjaciel, nie przyjaźniłem się z nim zbyt długo, chociaż był bardzo wdzięczny i oddany:


No i najnowszy na razie najukochańszy instrument, dzięki któremu najwięcej muzycznie dokonałem i który mi najwięcej radości przysporzył, zresztą pojawiał sie on już na blogu parokrotnie, więc nie będę go tu umieszczał

Wracając do płyty, mam tez edycję kompaktową, gdzie dodane sa bonusy, czyli utwory z pierwszej płyty nagrane z angielskim wokalem. No kompletnie to niepotrzebne i słabe.






Czy autorem tej recenzji nie jest czasem jeden z bohaterów tekstu Kazika 12 Groszy, który pojawia się w 4 minucie i 12 sekundzie tego nadutworu ? Swoją drogą dzisiaj pewnie tak miażdżącej recenzji żadne czasopismo muzyczne by nie opublikowało, przecież narazić się majorsom nie można, bo kto potem płyty im dałby do przesłuchania?





Dzisiaj było więcej skanowania niż pisania.