poniedziałek, 18 marca 2013

Kabat- The Art


Już od dłuższego czasu zamierzałem pochylić się nad tym zespołem. Zespół nieistniejący, o sławie raczej lokalnej. Co jeszcze można o nich rzec, że wokal się zaakceptuje albo słuchacz go znienawidzi. No powiedzmy, że jest specyficzny. Muza zakręcona, nie można odmówić jej oryginalności. Bo zakręcenia nie brakuje wszystkim utworom znajdującym się na tym dysku, który chłopaki sobie same nagrały i "wydały" gdzieś w początkach nowego tysiąclecia.
 
 

Chciałem zdobyć więcej materiałów poglądowych czytaj: wizualnych, lecz niestety artyści żyją w "innym świecie" i okazało się to zadaniem niemożliwym do wykonania. Liczyłem na okładkę i być może kilka zdjęć. Zdobyłem jedynie informacje nazwijmy to biograficzne, ale cóż one mogą wnieść mądrego do tego posta. To że są- czy też właściwie byli z Kościana w woj. wielkopolskim, to że... ale czy to ważne? Może chłopaki znajdą tego posta i się w końcu nade mną zlitują i coś mi wyślą.

Bardzo fajnie zrobiony teledysk.
 
Urzekł mnie ten numer okropnie. Szczególnie jego przekaz ideologiczny. Prawda, prawda i jeszcze raz prawda. Szkoda by tak niewielu ludzi mogło obcować z tym ciekawym materiałem muzycznym, stąd też gdy klikniecie w nazwę zespołu, będziecie mogli zapoznać się z całą zawartością płyty "Brud, smród"
 
Kabat

Dzięki RaV, za pomoc w zebraniu materiałów i płytę!

sobota, 16 marca 2013

T.Love- Nabrani

 
 
Gdyby nie ten utwór, to w życiu bym nie napisał o tej płycie. Totalnie nie moja jazda. Tak jak mocno siedzi mi w głowie poprzedni "Pocisk Miłości", tak "King" płynie sobie supełnie poza moją estetyką. Duża część narodu polskiego uważa właśnie tą płytę za szczytowe osiągnięcie zespołu. Nie podielam tego zdania. Sam utwór tytułowy mnie od początku odrzucał, a gdy usłyszałem numer "Stany" to pogrzebałem zespół wraz z tą kasetą na wysypisku płyt niesłuchanych i niechcianych. 
  
 
 
Nie zamierzałem nawet poznawać tego wydawnictwa. Wytrwałem w tym przekonaniu dobrych kilkanaście lat. Do momentu, gdy trafiła w moje ręce ta kaseta. To zdobyczna rzecz, bo jak już wspomniałem nie zamierzałem marnować kilkunastu tysięcy złotych, bo chyba tyle kosztowały wtedy kasety magnetofonowe na taki szajs. No i w końcu włączyłem ją sobie. Lata minęły moje, a ja nadal stały w uczuciach. Nic się nie zmieniło nadal nie mogę dotrwać do końca utworów.
 
 
 
Jedynie "Nabrani" nie dość że muzycznie ostro rockowo surowo, to genialny tekst i do tego świetnie zaśpiewany. Słucham go po tylu latach a nadal wydaje się być aktualny. ciekawe czy młodzież słuchająca T.Love wraca do tej płyty czy tylko bazuje na ich nowościach, a jeśli wraca, to czy nadąża za tekstem Muńczysława.
 
 

 
 
 
 

środa, 13 marca 2013

Closterkeller- Halo Ziemia

 
Pięknie wydana płyta, samą przyjemnością jest już dzierżyć w dłoniach takie wydawnictwo. Po takim opakowaniu zawsze ma się ogromne oczekiwania co do zawartości, liczy się że będzie równie piękna. Zjadłem ta płytę więc najpierw oczyma? Dziś czas na trzeźwą ocenę tej płyty, bo owszem pisałem już o utworze z tego krążka, ale było to na gorąco, po uczestnictwie w koncercie, na świeżo w nocy, gdy jeszcze w uszach brzmiały dźwięki koncertu, a emocje nie opadały.  
 
 
Po tym czasie muszę stwierdzić iż nadal kompozycja- bohaterka tamtego postu, jest nadal najjaśniejszym momentem Aurum i robi najlepsze wrażenie. Poza tym to niestety mam niemały problem z tą płytą. Moja ogromna miłość do Clostera, każe mi przyjąć każde jego dzieło jako wydarzenia i otoczyć je pełną ojcowskiej miłości opieką. W tym wypadku jednak im ja ojciec starszy jestem a moje dzieci coraz młodsze, nie mogę coś ich mocno pokochać. Owszem skrzywdzić ich nie dam, lubię na nie patrzyć ale już chęć do zabawy z nimi jak pierwszymi latoroślami już nie tak żarliwa.
 
 
Czegoś mi tutaj brakuje. A może inaczej powinienem napisać. To ja jestem inny niż kiedyś. Ten proces rozpoczął się niedawno, lae postępuje w zastraszająco szybkim tempie. Mój słuch stępił się na nowe dźwięki. Jako ilustrację tego co chciałbym przekazać postaram się zacytować, tekst utworu, który w dosyć jasny sposób opisuje mój stan. Zawsze wiedziałęm że dobry tekst utworu powie więcej niźli dziesiątki słów przelanych na kartki.
 
to co wczoraj było postępowe
dzisiaj jest wsteczne
to co wczoraj było wywrotowe
dziś jest bezpieczne
znowu nie to znowu nie to znowu nie to
znowu ten sam błąd
po co wierzyć w to czego nie ma
albo jest daleko stąd”
 
Czyj to utwór?
 
 
 
By jednak tak grobowo nie kończyć, wyciągnę te fragmenty tej płyty, które mimo wszystko powodują radość z bycia ojcem, dojrzałym ojcem i napawają dumą, że ma się takie mądre i piękne dzieci. Najbardziej ukochane dzieciaczki na "Bordeaux" to:
 

 
 
skanów recenzji i wywiadów nie będzie, bo to stosunkowo świeża rzecz i wszyscy zapewne czytali i widzieli

poniedziałek, 11 marca 2013

Para Wino- Daddy Cool

Strasznie byłem napalony na tą kasetę, kiedy o niej słyszałem i czytałem naście lat temu. Czytam, że nowy projekt, że Titus z Acidów, że Peter z Vader’a, że grają kowery światowego rocka. Tego całego Para Wino jeno nie kojarzyłem, bo to jakby nie w mojej muzycznej estetyce się obracał. W końcu okazało się, że któryś z moich kolegów miał zakupioną kasetę z tym materiałem. Pożyczył mi, biegłem do domu z wypiekami radości na twarzy, włączyłem kasetę. Pierwszy, drugi, trzeci numer. Nuda. Czwarty, piąty, szósty i siódmy- nic się nie zmieniło- nuda. Dopiero przy kowerze Boney M. „Daddy Cool’ moje serce szybciej zabiło, a lico się rozchmurzyło.
 
 
Po tym utworze, do końca już też się nic nie dzieje. Chyba tylko ten utwór wyróżniłbym z tej kasety. Nie wiem, czy to słabość dobranych utworów do przerobienia, słabość wykonania czy moje marne poczucie humoru, kazały mi oddać natychmiast kasetę właścicielowi. No i jeszcze perkusja, która brzmi niczym z automatu- straszne.
 
 
Przez lata nie zaprzątałem sobie myśli tą płytą, ani też do niej nie wracałem. Dopiero niedawno przeglądając stare numery Teraz Rocka, natknąłem się na recenzję reedycji tej „kultowej kasety”? Mój wzrok przyciągnął spis utworów, w którym zauważyłem o wiele więcej tytułów niż na tej nieszczęsnej kasecie. Faktycznie czytam i dowiaduję się, że dodano do dysku jakieś bonusowe kompozycje.
 
wersja pierwotna, się panu bardzo podobała jak możemy się dowiedzieć z tej recenzji.
 
 
Moje wrodzone usposobienie nakazało mi wykonać sentymentalną podróż w czasy młodości, by poczuć ten klimat ponownie, a przy okazji przekonać się czy po latach coś się zmieniło w moim podejściu do tej produkcji. Może dodatkowe kowery są lepsze, ciekawsze? Pomyślałem naiwnie. Cóż, odpalam. Pierwszy dodatkowy, drugi dodatkowy, trzeci dodatkowy. Nuda. Kolejny, jeszcze jeden, następny, coraz nudniej. Kiedy się to skończy, następny, idę po kawę, bo zasnę. Wiem, nigdy nie lubiłem takiej muzyki, i już pewnie nie polubię.
 
Wersja z bonusami, się panu raczej średnio podobała jak widać z recenzji poniżej. Przez niego musiałem jeszcze raz przezywać ten muzyczny koszmar, a przy okazji znó.w miałem szesnaście czy też siedemnaście lat.
 
 

sobota, 9 marca 2013

Apteka- Bo Snu Nova

 
Szczerze powiedziawszy to myślałem, że juz o tej płycie popełniłem jakiś wpis. Wrzuciłem na ruszt sobie tą płytę, i sobie myślę, że nie pamietam jakim numerem się zachwycałem. Chwyciłem więc bloga, wertuję go i nadziwić się nie mogę, że nie ma żadnego utworu z tej płyty. Szok! Czym predzej zatem nadrabiam zaległości i uspokajam swoje kulejące sumienie, że nie umknie mi ten arcyciekawy album.
 
 
Utwór znajdujący się pod indeksem numer dwa, czyli ten powyżej czerowną czcionką maźnięty absolutnie winduje ta płyte bardzo wysoko. To ta Apteka jaką preferuje chyba najbardziej. Kodymowy mądry tekst, muzyka taka typowo trójmiejska słychać tu i czuć wiatr od morza, czuć ten jos, słucham i słyszę gdyńsko-gdańsko-sopockie fluidy. Przy tej kompozycji czuję się co najmniej dziesięć lat młodszy.
 
 
Drugi utwór absolutnie aptekarski, ze świetnym tekstem Norwida, tak tego Norwida, który rzucał fortepianem prez okno i robił jeszcze parę innych rzeczy, ale był przy tym do bólu szczery w porównaniu ze swoimi kolegami po fachu jak przebieraniec Mickiewicz i sztywny Słowacki. Tak jak Kodym powiedział w tym zamieszczonym tu wywiadzie, że wybrął tylko fragment wiersza, ten fragment gdzie Kamil i Cyprian w jednej osobie jest bardzo ukierunkowany światopoglądowo. Świetnie go zresztą w tym wywiadzie nazwał, bo padło słowo, że Norwid był ultrasem heheh. Dlaczego? Posłuchajcie tekstu. Ja nie jestem ultrasem ale tekst świetny i mocny. Tekst tekstem, ale warstwa muzyczna tego utworu to mój muzyczny Everest. Położone deleye na gitarach, uwielbiam.
 
 
Chętnie wrzuciłbym wam skany z jakiegoś innego periodyka gdzie piszą o polskim rocku, ale jakoś nie znajduję nic na rynku. Macie jakieś idee?
 
 
 
A czy dalej jest słabiej? Absolutnie nie. Rozbujane "Mieszadło Chaosu" wypisz wymaluj to recepta na aptekarski dobry numer, nikt tak nie umie zagrać w tym kraju. Można by tu wyróżnić większość utworów zawartych na tej płycie. Znów poczułem się jak na początku lat dziewięćdziesiątych kiedy każde obcowanie z nowym dziełem Apteki było ucztą.

środa, 6 marca 2013

Mira Kubasińska & Breakout- Wielki Ogień

 
Szanuję, doceniam, ale nie przepadam. Rzadko słucham tych płyt Breakoutu gdzie nie śpiewa Pan Tadeusz. Nie wiem dlaczego, czy drażni mnie głos Pani Miry. Chyba nie, jednak wolę gdy głos zabiera w tej materii facet. Na szczęście płyta „Ogień” troszkę podnosi tą moją troszkę niechlubną statystykę. Co by tak kolorowo nie było, to tak naprawdę z tej płyty w moich oczach wyróżniają się dwa znakomite ale naprawdę znakomite utwory, gdzie żeński głos nawet nie jest wstanie „zepsuć” muzycznej potęgi kompozycji.
 
 
 
„Masz To Dziś”- podzielona wyraźnie na dwie części. Pierwsza mocno rockowa, z genialną partią gitary i mielącym basem. Torpeda, sunie do przodu, natomiast druga cześć to takie granie jamowe, rozimprowizowane, chłopaki instrumentalnie odpływają i to lubię to jest mocne. Zaczyna się to po drugiej minucie tej kompozycji. A potem, rewelejszyn!
 
 
Drugim rodzyneczkiem jest „Na dnie Moich Oczu” Ciężki hardrockowy numer. Dlaczego nie śpiewa go facet. O rzesz ty, chyba tak nikt wtedy w naszym pięknym kraju światowo nie grał. Harmonijkowe solo godne Mayalla. Znów się powtórzę, że za rzadko słucham tej płyty.
 
Reszta płyty powiedzmy sobie raczej przeciętna, jakoś nie znajduje tu utworów, które mogłyby dorównać tym dwóm wyżej wspomnianym. Takie bardzo piosenkowe, oczywiste, są te pozostałem utwory. No jest jeszcze ponad dwunastominutowy utwór „Wielki Ogień” dla wielu stanowiący najważniejszy fragment tej płyty. Czy ja wiem? Owszem, pewnie gdyby został nagrany na zachodzie przez jakiś wielki czytaj znany zespół, pewnie dziś czytalibyśmy o nim w encyklopediach rocka. Ambitne dzieło. Znów środek utworu wręcz porywa! Napisałbym cos więcej, lecz czym rzesz jest słabość mego pióra przy wielkości tego utworu. No, to powiało wielkim rockowym światem w tym utworze.
 
 
Coś bez ładu i składu dzisiaj napisałem, ale co chwilę dzieciaki mnie odrywaja od pisania. Można zwariować!!!

niedziela, 3 marca 2013

Lady Pank- Ohyda!

Pisałem niedawno o tzw. syndromie drugiej płyty. Nikt nie potwierdził, ani też nie zaprzeczył mojej naciąganej prywatnej teorii, (co objawiło się brakiem komentarzy).
Mam zatem przed sobą drugą płytę lejdi panków. Wydaje się niemożnością by przeskoczyć swój debiut, ale absolutnie nie zgadzam się z opiniami, że to płyta gorsza, czy też słabsza. Jestem ogromnym zwolennikiem tych nagrań, i chyba największym fanem tej płyty w moim powiacie, jeśli nie województwie. Prześledźmy zresztą sami, co nam tu chłopaki prezentują. A jest czego słuchać, zapewniam. 
 
 
 
 
"Zabij To"- przebój w najlepszym tego słowa znaczeniu, mocne gitary i ostry rytm, świetne wokale, w sam raz na początek płyty, "borysewiczowe" solo w klasie, a teksty jak zwykle genialne. Uwielbiam taki teledyski
 
 
"Tango Stulecia"- ponury ciężki w odbiorze utwór, pokusiłbym się o stwierdzenie, że mało lejdipankowy, a nawet klip do tego w publicznej telewizji był nader często emitowany, niepokojące dźwięki skutecznie mnie straszyły jako małoletniego słuchacza trójkowej listy przebojów. I ten grobowy tekst- robił wrażenie, zresztą robi je do dziś. Poniżej, złote lata polskiego klipu:
 
 
 
"Czas Na Mały Blues'- luzacko, na bujanym, z dęciakami wesołymi. Znów muszę napisać i to bez przesady- uwielbiam! I znów klip! Niesamowite, co utwór to ruchomy obrazek. Klimat utworu i obrazka rozmarza mnie wielce (ten czajnik, ta brązowa kuchenka gazowa i butelka z mlekiem). Zmiana nastroju w 2:22 ależ to lubię! Chwila zadumy...w tekście
 
Rolling Son- mało znany, mało grany, a całkiem niezły, numer z fajnym tekstem. Wiem, nie jestem obiektywny. Potem druga część utworu Zabij To  na zakończenie pierwszej strony, miniaturka, swoisty oddech przed stroną B
 
 
A strona druga otwarcie ma potężne
 
 
 
Nie, to naprawdę niesamowite. Nawet do tego utworu jet filmik. Bardzo dobry utwór nawiązujący chyba do okładki płyty, albo odwrotnie, okładka do tego numeru. No właśnie okładka jedna z moich ulubionych, mogę się w nia wpatrywać długimi minutami.
 
 
 
Tytułowy numer- będziemy pisać do MO O!!! i wszystko na temat, ten refren chyba najbardziej zostajew głowie z tej płyty. Już się nie dziwię, że nakręcono teledysk...
 
 
 
Jednak jestem w szoku, pierwszy raz widzę ten klip, cycki w teledysku, fajnie, chłopaki jak od armaniego. Co to za program był ten Blady Pank?
 
 
Tak więc wbrew pozorom i powszechnej opinii to bardzo dobra i chyba niedoceniona płyta w świadomości naszego narodu. Płyta kończy się Szakalem na brodweju. No jest "policyjnie" bardzo.
 
 
No takie to były czasy: