środa, 16 kwietnia 2014

Hotel Zacisze- Padnij! Powstań

 
 
W naszej muzycznej podróży przez kraj znów musimy się zatrzymać w kolejnym hotelu. Niedawno spaliśmy i nasłuchiwaliśmy co się dzieje na korytarzach Hotelu Kosmos, a dzisiaj przyszła pora by sprawdzić usługi i standard Hotelu Zacisze. Od pierwszych minut pobytu w tym hotelu jesteśmy atakowaniu gryzącymi i chropowatymi gitarami oraz głosem wokalisty, którego manierę wokalną można śmiało można nazwać kontrowersyjną albo jak kto woli wku… jącą. Muzyka dla fascynatów pokręconych i niekonwencjonalnych dźwięków.


Spokojnie zespół mógłby rozgrzewać publiczność na koncertach takich wykonawców jak Świetliki czy Homo Twist. Podobna poetyka tekstów i muzyki. Pomijając walory interpretacyjne wokalisty z przyjemnością zazwyczaj skupiałem się na warstwie lirycznej utworu, czekając na to jakiż to morał i koniec opowieści zostanie mi przekazany. Muzyka natomiast jest tak szorstka i twarda, że aż męczy. To jest mój główny zarzut. Zero wytchnienia. Hotel Zacisze to alternatywa alternatywy. Brawa za odwagę i za konsekwencję w działaniu.
 
 
 
 
Nie ma tu pozerstwa czy trzymanie się na siłę tej konwencji , słychać szczerość przekazu, a o to chodzi w rocku. To że do mnie nie trafiła ta ponura i grająca pod włos mojemu gustowi płyta jest faktem. Coś te hotele w naszym kraju na razie są dla mnie mało gościnne. Może powinienem teraz włączyć sobie „Hotel California” zespołu  The Eagles, by osłodzić sobie troszkę te niewygody, ale z drugiej strony tam to znów za dużo lukru i cukru. Z Tokio Hotel też mi nie po drodze . A może Hotelowy Kram Lady Pank, albo... zna ktoś jeszcze jakieś numery z hotelem w tle?
 





 
 
 

niedziela, 13 kwietnia 2014

Hotel Kosmos- Wszystkie Stare Kobiety Miasta


Włączyłem i płytę i od pierwszego presłuchania stwierdziłem, że gdzieś już coś takiego słyszałem. Nie chodzi mi o plagiat a o klimat i estetykę grania. Zakręcone czasami abstrakcyjne teksty opisujące raczej niewesołe aspekty naszego jestestwa, surowa zimna muzyka i motoryka utworów kazały mi zwrócic swoje uszy i oczy na półki gdzie stoją klasycy takiego grania czyli między innymi Variete. To było i jest najszybsze najbardziej zapadające w ucho spostrzeżenie.
 
 
Nie słucha się tej płyty z łatwością i przyjemnością. Po kilku numerach mam nawet wrażenie znudzenia. Wiem, że to tak ma być i ten styl nie pozwala na jakieś drastyczne odejście od założonej formy, ale więcej melodii panowie to by się przydało. Jeden czy drugi refren mógłby być bardziej przebojowy, tu i ówdzie można by wrzucić jakaś przygrywkę czy solówkę, dzięki której utwór nabrałby charakteru, a wtedy z przyjemnością by się tego słuchało. A tak jest trochę monotonnie i topornie. Wszystkie utwory zagrane na podobnym jednostajnym ładunku emocjonalnym.
 
 
 
Ażeby wszystko co napisałem było prawdą, niech świadczy fakt, że płytę produkował Grzegorz Kaźmierczak. Czy to tylko zbieżność nazwiska i imienia? Wątpię. No jest to po prostu Variete nowej ery. Najlepszym fragmentem tej płyty jest numer, bardzo jak na ten zespół motoryczny i właśnie z gitarową zagrywką. Zapada w pamięć. Chodzi za mną ten numer chyba już  z tydzień. Zastanawiające, że młodzież nadal chce tak grać. Klimatyczna okładka.
 
 
 
 
 
 

piątek, 11 kwietnia 2014

Elizabeth- Three Songs

 
 
Czegoś takiego jeszcze nie było. Mam płytę i jej nie znam. Płyta jest tak porysana, że nie jestem jej w stanie odtworzyć na żadnym z dostępnych mi odtwarzaczy. Tak więc pozostało mi jedynie podzielić się z wami szatą graficzną tego wydawnictwa. A nóż znajdzie się ktoś, kto posiada też taką płytę i mi opowie chociaż, cóż za muzykę ten zespół grał i co sobą reprezentował, bo że nie grają nadal już ustaliłem. Dostałem tą płytę od kolegi, który nie jest w stanie mi określić kierunku ich poszukiwań muzycznych. Drugi friend twierdzi, że grają dobrze, bo ich słyszał kiedyś. Ale co grali też nie był wstanie mi sprecyzować. Zresztą co to znaczy, że grają dobrze?
 

 
 
Zespół z Wielkopolski, Chraplak maczał w tym palce, a to znana postać, co z tego wyszło? Spalam się z ciekawości, a znów takie zboczenie moje archeologiczne. Kręcą mnie takie wydawnictwa i ta niespełniona ciekawość. Może to jakaś nieodkryta perełka, a może kolejna undergrandowa produkcja nie dająca się słuchać? Po szacie graficznej można zgadywać jedynie czy to death metal, a może gotyk? A może funk rock, bo basista ma spodnie w kratę.
 

 
Adres internetowy zapewne jak się domyślacie sprawdziłem- nie działa. Dzwonić nie dzwoniłem, maila nie wysyłałem. Może powinienem? Zatem, ktokolwiek widział, ktokolwiek wie...

środa, 9 kwietnia 2014

Klaus Mit Foch- Mordoplan

 

Aż ciśnie się mi na usta, że jaka okładka taka zawartość. Nie rozumiem co przedstawia ta grafika i nie rozumiem też muzycznej warstwy tego krążka. Chciałem też napisać, że ta muzyka jest kontrowersyjna, ale to chyba też złe słowo. Ta płyta jest bardzo polska, jeśłi chodzi o podejście do muzyki. Czyli jest tak po naszemu duszno, zimnofalowo, ponuro, monotonie, a co gorsza kompletnie bezpłciowo. Każdy utwór to dla mnie raczej męczarnia i nie znajduję w nich pocieszenia, ani odrobiny radości.
 
 
Największą chyba zasługą tej płyty był fakt, że bardzo długo nie było jej reedycji kompaktowej i narosło w związku z tym wokół tej płyty trochę zamieszania, a może kultu wręcz. Na szczęście i z tego się cieszę, że ten biały kruk czarnego krążka w końcu jest osiągalny na powszechnie jeszcze dostępnym i obowiązującym nośniku. Nie chcę po raz kolejny używać zwrotu, że to być może dobre granie jest a jedynie moje tępe narządy słuchu źle ją odbierają. Chciałem byc jednym z tych wybrańców dla których ta płyta przedstawia jakąś wartość, ale nie jestem. Nie podoba mi się po prostu ten "Mordoplan".
 

Obłudni Idole
 
I żeby mi nikt nie zarzucił. Słuchałem tej płyty nie przez pryzmat obecności w zespole czy też nie Lecha Janerki. Potraktowałem tego Focha, jako odrębny byt muzyczny. Na nic się to zdało.


 

 
Z recenzji powyżej zrozumiałem wszystko, a z tej poniżej ani zdania.
 
 

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Armia- Freak

 
No to przyznajcie się wszyscy piewcy dobrej nowiny i ci, którzy zachwyceni byli tą płytą. A może nadal jesteście nią zachwyceni. Gdy opadł już kurz po przemarszu tej Armii, pora spojrzeć na to wydarzenie z boku i bez emocji. Zespół Armia skąd inąd wielce zasłużony dla naszego kraju nagrywa płyty jakie chce, bo pewnie nic już nikomu udowadniać nie musi. To fakt pierwszy. Fakt drugi jest taki, że Armia jest bardzo płodna niczym Kazik Staszewski i wydaje płyty często, regularnie, a to moim zdaniem odbija się na jakości.


 A to koncert, a to koncept album, a to jakieś inne okolicznościowe zjawiska. Wiem, że trzeba kuć żelazo póki gorące, ale momentami jest tego za dużo i już szczerze mówiąc pogubiłem się nieco. A do tego jestem raczej rezerwistą jeśli chodzi moją sympatię do zespołu. Lata dziewięćdziesiąte to owszem magia, czad, szacunek. Ostatnie płyty raczej słucham wybiórczo i fragmentarycznie. Ostatnią chyba jaką w całości mogę przesłuchać to „Der Prozess”
 
Na płycie „Freak” Armia nie gra jak Armia. Gra jak jakiś post rockowy zespół. Trochę tego frika tu może jest, ale generalnie jak dla mnie zbyt monotonnie i nudnawo. Armijnego czadu bardzo mało, a momenty "odleciane" może i odlatują lecz chyba jednak nie za daleko i nie za wysoko. Chcieli się spróbować w takiej materii to się spróbowali. Nie jest to ewolucja zespołu i ich muzyki to raczej taki skok w bok. Nie jestem przekonany po tych kilku latach czy warto było nagrać tą płytę, bo słuchać jej to za często nie słucham i zapewne nie będę słuchał. Ale to taka moja już przypadłość, że po prostu nic mi się nie podoba z rzeczy jakie są nagrane przez znane nasze zespoły.

Z drugiej zaś strony to jednak dobrze, że taką płytę zespół Armia nagrał i wydał, bo ile można słuchać płyt powielających schemat armijnego stylu, czyli naparzamy na gitarze riff, dokładamy waltornię, piszemy eucharystyczny tekst i mnożymy to razy ilość utworów na płycie i wydajemy. Teraz Rock zapewne uzna kolejną płytę za płytę miesiąca a na końcu roku wrzuci ją do zesatwienia najlepszych płyt upływającego danego roku. Czyli co wniosek może jakiś? Bo kilka plusów zarówno jak i  kilka minusów tu znalazłem, więc sam już nie wiem. Dam sobie jeszcze kilak lat, może wtedy mnie olśni.

sobota, 5 kwietnia 2014

One Million Bulgarians- Bezrobocie

 
 
Tak jak kocham Bułgarów, tak nie mogę zrozumieć co mają oni mi do przekazania na płycie „Bezrobocie”. Dziwne te utwory szare, nijakie, nie chcę napisać że bezsensowne, ale zupełnie nie trafia do mnie ta wizja bezrobocia wykreowana przez tych współczesnych Bułgarów. Wiem, że nie można grać cały czas jak dwadzieścia lat temu, ale tą płytą zespół spowodował, że moja ślepa miłość do niego została zabita w jednej chwili. Mnóstwo elektronicznych smaków które wyjaławiają istotę rocka z tego krążka. Linie melodyczne bez polotu, blade, duży udział jakichś nowych tajemniczych „bułgarek” w roli wokalistek sprawia, iż stawiam sobie pytanie czy mam do czynienia na pewno z tym samym zespołem, który zamiótł mnie „Czerwonymi Krzakami”? Jedynie głos wokalisty jest jakimkolwiek łącznikiem z przeszłością. Na płycie „Langusta” znalazło się jeszcze miejsce na jakieś niezłe melodie, momentami nawet całkiem przebojowe. Tutaj nic z tego nie zostało. Słyszę kompozycje zagrane na siłę. Nie wiem do kogo adresują oni teraz swą twórczość.


 
Bardzo cieszyłem się na tą płytę. Po jednokrotnym jej przesłuchaniu wiedziałem, że nic z tego nie będzie. Specjalnie na potrzeby tego tekstu sięgnąłem ponownie po tą dziwną płytę. Znów zdołowałem się okrutnie. Ta odsłona Miliona Bułgarów nie przekonała mnie i nie będę już sięgał po "Bezrobocie". Tak, bezrobocie to straszna rzecz, nie życzę jej nikomu. Czytam recenzję tej płyty, z periodyka jedynego, który o nich pisze i myślę sobie, że jestem głuchym, ukierunkowanym na jeden rodzaj muzyki, zamkniętym na nowości i nie poszukującym słuchaczem.

 

wtorek, 1 kwietnia 2014

Jan Kowalski- Inside Outside Songs

 

Teraz mam ale trudny orzech do zgryzienia. Płyta z połowy lat osiemdziesiątych, brzmi to momentami jak Maanam dla ubogich. Nie wiem co mnie bardziej irytuje maniera wokalistki, która czasami świadomie lub nie próbuje się zbliżyć do tego co prezentuje Kora, czy granie, które jest sam nie wiem czy popowe, czy rockowe. Mam wrażenie, że to trochę taka muzyka dla nikogo.
 
 
Wokalnie słyszę też tu trochę Wandy z Bandy. Z drugiej strony, może takie mam skojarzenia, bo te wspomniane zepsoły były bardziej znane i grane. Ci natomiast raczej skazani zostali na zapomnienie. Słucham tej płyty sobie dzisiaj i jestem całkiem zaskoczony jej produkcją. Momentami mam wrażenie, że brzmienie szczególnie perkusji jest całkiem niezłe jak na rok nagrania. Perkusja z Wandzie i Bandzie tak dobrze nie brzmi.
 
 
Z trzeciej strony nie da się nie zauważyć, że zespół brzmi bardzo polsko, tak właśnie kojarzą mi się polskie bandy z tamtej epoki. No i ta nazwa, jakże polska. W tym numerze, którego link poniżej zamieszczam, szczególnie w refrenie dają się zauważyć inspiracje Korą.
 
 

 
Ot, taka ciekawostka muzyczna i tyle.