sobota, 9 marca 2013

Apteka- Bo Snu Nova

 
Szczerze powiedziawszy to myślałem, że juz o tej płycie popełniłem jakiś wpis. Wrzuciłem na ruszt sobie tą płytę, i sobie myślę, że nie pamietam jakim numerem się zachwycałem. Chwyciłem więc bloga, wertuję go i nadziwić się nie mogę, że nie ma żadnego utworu z tej płyty. Szok! Czym predzej zatem nadrabiam zaległości i uspokajam swoje kulejące sumienie, że nie umknie mi ten arcyciekawy album.
 
 
Utwór znajdujący się pod indeksem numer dwa, czyli ten powyżej czerowną czcionką maźnięty absolutnie winduje ta płyte bardzo wysoko. To ta Apteka jaką preferuje chyba najbardziej. Kodymowy mądry tekst, muzyka taka typowo trójmiejska słychać tu i czuć wiatr od morza, czuć ten jos, słucham i słyszę gdyńsko-gdańsko-sopockie fluidy. Przy tej kompozycji czuję się co najmniej dziesięć lat młodszy.
 
 
Drugi utwór absolutnie aptekarski, ze świetnym tekstem Norwida, tak tego Norwida, który rzucał fortepianem prez okno i robił jeszcze parę innych rzeczy, ale był przy tym do bólu szczery w porównaniu ze swoimi kolegami po fachu jak przebieraniec Mickiewicz i sztywny Słowacki. Tak jak Kodym powiedział w tym zamieszczonym tu wywiadzie, że wybrął tylko fragment wiersza, ten fragment gdzie Kamil i Cyprian w jednej osobie jest bardzo ukierunkowany światopoglądowo. Świetnie go zresztą w tym wywiadzie nazwał, bo padło słowo, że Norwid był ultrasem heheh. Dlaczego? Posłuchajcie tekstu. Ja nie jestem ultrasem ale tekst świetny i mocny. Tekst tekstem, ale warstwa muzyczna tego utworu to mój muzyczny Everest. Położone deleye na gitarach, uwielbiam.
 
 
Chętnie wrzuciłbym wam skany z jakiegoś innego periodyka gdzie piszą o polskim rocku, ale jakoś nie znajduję nic na rynku. Macie jakieś idee?
 
 
 
A czy dalej jest słabiej? Absolutnie nie. Rozbujane "Mieszadło Chaosu" wypisz wymaluj to recepta na aptekarski dobry numer, nikt tak nie umie zagrać w tym kraju. Można by tu wyróżnić większość utworów zawartych na tej płycie. Znów poczułem się jak na początku lat dziewięćdziesiątych kiedy każde obcowanie z nowym dziełem Apteki było ucztą.

środa, 6 marca 2013

Mira Kubasińska & Breakout- Wielki Ogień

 
Szanuję, doceniam, ale nie przepadam. Rzadko słucham tych płyt Breakoutu gdzie nie śpiewa Pan Tadeusz. Nie wiem dlaczego, czy drażni mnie głos Pani Miry. Chyba nie, jednak wolę gdy głos zabiera w tej materii facet. Na szczęście płyta „Ogień” troszkę podnosi tą moją troszkę niechlubną statystykę. Co by tak kolorowo nie było, to tak naprawdę z tej płyty w moich oczach wyróżniają się dwa znakomite ale naprawdę znakomite utwory, gdzie żeński głos nawet nie jest wstanie „zepsuć” muzycznej potęgi kompozycji.
 
 
 
„Masz To Dziś”- podzielona wyraźnie na dwie części. Pierwsza mocno rockowa, z genialną partią gitary i mielącym basem. Torpeda, sunie do przodu, natomiast druga cześć to takie granie jamowe, rozimprowizowane, chłopaki instrumentalnie odpływają i to lubię to jest mocne. Zaczyna się to po drugiej minucie tej kompozycji. A potem, rewelejszyn!
 
 
Drugim rodzyneczkiem jest „Na dnie Moich Oczu” Ciężki hardrockowy numer. Dlaczego nie śpiewa go facet. O rzesz ty, chyba tak nikt wtedy w naszym pięknym kraju światowo nie grał. Harmonijkowe solo godne Mayalla. Znów się powtórzę, że za rzadko słucham tej płyty.
 
Reszta płyty powiedzmy sobie raczej przeciętna, jakoś nie znajduje tu utworów, które mogłyby dorównać tym dwóm wyżej wspomnianym. Takie bardzo piosenkowe, oczywiste, są te pozostałem utwory. No jest jeszcze ponad dwunastominutowy utwór „Wielki Ogień” dla wielu stanowiący najważniejszy fragment tej płyty. Czy ja wiem? Owszem, pewnie gdyby został nagrany na zachodzie przez jakiś wielki czytaj znany zespół, pewnie dziś czytalibyśmy o nim w encyklopediach rocka. Ambitne dzieło. Znów środek utworu wręcz porywa! Napisałbym cos więcej, lecz czym rzesz jest słabość mego pióra przy wielkości tego utworu. No, to powiało wielkim rockowym światem w tym utworze.
 
 
Coś bez ładu i składu dzisiaj napisałem, ale co chwilę dzieciaki mnie odrywaja od pisania. Można zwariować!!!

niedziela, 3 marca 2013

Lady Pank- Ohyda!

Pisałem niedawno o tzw. syndromie drugiej płyty. Nikt nie potwierdził, ani też nie zaprzeczył mojej naciąganej prywatnej teorii, (co objawiło się brakiem komentarzy).
Mam zatem przed sobą drugą płytę lejdi panków. Wydaje się niemożnością by przeskoczyć swój debiut, ale absolutnie nie zgadzam się z opiniami, że to płyta gorsza, czy też słabsza. Jestem ogromnym zwolennikiem tych nagrań, i chyba największym fanem tej płyty w moim powiacie, jeśli nie województwie. Prześledźmy zresztą sami, co nam tu chłopaki prezentują. A jest czego słuchać, zapewniam. 
 
 
 
 
"Zabij To"- przebój w najlepszym tego słowa znaczeniu, mocne gitary i ostry rytm, świetne wokale, w sam raz na początek płyty, "borysewiczowe" solo w klasie, a teksty jak zwykle genialne. Uwielbiam taki teledyski
 
 
"Tango Stulecia"- ponury ciężki w odbiorze utwór, pokusiłbym się o stwierdzenie, że mało lejdipankowy, a nawet klip do tego w publicznej telewizji był nader często emitowany, niepokojące dźwięki skutecznie mnie straszyły jako małoletniego słuchacza trójkowej listy przebojów. I ten grobowy tekst- robił wrażenie, zresztą robi je do dziś. Poniżej, złote lata polskiego klipu:
 
 
 
"Czas Na Mały Blues'- luzacko, na bujanym, z dęciakami wesołymi. Znów muszę napisać i to bez przesady- uwielbiam! I znów klip! Niesamowite, co utwór to ruchomy obrazek. Klimat utworu i obrazka rozmarza mnie wielce (ten czajnik, ta brązowa kuchenka gazowa i butelka z mlekiem). Zmiana nastroju w 2:22 ależ to lubię! Chwila zadumy...w tekście
 
Rolling Son- mało znany, mało grany, a całkiem niezły, numer z fajnym tekstem. Wiem, nie jestem obiektywny. Potem druga część utworu Zabij To  na zakończenie pierwszej strony, miniaturka, swoisty oddech przed stroną B
 
 
A strona druga otwarcie ma potężne
 
 
 
Nie, to naprawdę niesamowite. Nawet do tego utworu jet filmik. Bardzo dobry utwór nawiązujący chyba do okładki płyty, albo odwrotnie, okładka do tego numeru. No właśnie okładka jedna z moich ulubionych, mogę się w nia wpatrywać długimi minutami.
 
 
 
Tytułowy numer- będziemy pisać do MO O!!! i wszystko na temat, ten refren chyba najbardziej zostajew głowie z tej płyty. Już się nie dziwię, że nakręcono teledysk...
 
 
 
Jednak jestem w szoku, pierwszy raz widzę ten klip, cycki w teledysku, fajnie, chłopaki jak od armaniego. Co to za program był ten Blady Pank?
 
 
Tak więc wbrew pozorom i powszechnej opinii to bardzo dobra i chyba niedoceniona płyta w świadomości naszego narodu. Płyta kończy się Szakalem na brodweju. No jest "policyjnie" bardzo.
 
 
No takie to były czasy:
 
 

czwartek, 28 lutego 2013

2+1- Wielki Mały Człowiek

 
 
A zostałem jeszcze sobie na chwile w osiemdziesiątych latach, natknąłem się na ten utwór przygotowując poprzedni wpis. Jest klip, nie w całości co prawda, ale wspomnienia odżywają. Nie wiem czy to dobry utwór czy słaby, naładowany jest tak moim dzieciństwem, że prędzej czy później musiał się tu pojawić. W sumie mocno awangardowy brzmieniowo jak na tamte lata. Taki synthpopowy. Jeszcze kilka lat temu odrzuciłbym go, mimo dziecinnej sympatii. Dzisiaj przy narastającej mojej akceptacji dla ejtisowych brzmień, jestem skłonny ten utwór bardzo szanować.
 
 
Nie znam tej płyty, jeśli tam jest więcej takich brzmień to jestem bliski zapoznaniu się z tym wydawnictwem. Ktokolwiek widział, ktokolwiek zna, proszę o informację czy da się tej płyty przesłuchać w całości? Nie spotkałem nigdzie reedycji tej płyty. Dzisiaj wpis krótszy niż zazwyczaj, w końcu luty też jest krótszy, więc się wpasowałem.
 
Tu utwór w całości: Wielki Mały Człowiek
 
Mimo, iż jestem schyłkowym produktem peerelu to wiele rzeczy wryło mi sie w głowę na forever. Mimo iz do śmiechu nie było, zapraszam na krótką podróż w czasie do tych okropnych czasów.
 
 

 

 

 

 

 

poniedziałek, 25 lutego 2013

Obywatel G.C./ Jerzy Mercik- Kłam, Kłam

 
Ależ się zdziwiłem gdy odkryłem ten utwór na blogu Moja Stodoła. Nie znałem tego utworu, ani tym bardziej tego filmu. Zdziwiło mnie jeszcze bardziej to, że autorem słów i muzyki jest Grzegorz Ciechowski. Lubię takie "archiwistyczne grzebactwo", bo można znaleźć skarby niemałe. Niby wszystko jest oczywiste, niby wszystko już słyszałem i niby się znam, a tu proszę taki rodzynek. Zapewne inaczej bym pisał, gdybym był w posiadaniu boksu Obywatela G.C., gdzie ten numer i jeszcze jeden, również pochodzący z tego filmu są dodane jako bonusy do pierwszej solowej płyty Obywatela znajdującej się właśnie w tym kilkupłytowym zestawie. Cóż, prędziej czy później będę musiał nabyć te dziewięć płyt, chociażby dla tych wielu nieosiągalnych utworów.
 
 
Moment gdy wchodzi solo gitary- porywający! Jerzy Mercik na wokalu. Nie mogę sie uwolnić od tego utworu. Domyślam się, że osobna płyta, kaseta, z muzyką z tego filmu nigdy nie zostały wydane. No, to pora obejrzeć sobie cały film:
 
 
 
Jeszcze jeden utwór Obywatela z tego obrazu:
 
 
 

bardzo obywatelowy. Dzięki Filipie Rolandzie.

sobota, 23 lutego 2013

Kombi- Black & White

Kombi 4. A mówcie co chcecie. Dobrze się tego słucha. Może bardziej z sentymentu niż w poszukiwaniu Mount Everestu doznań dźwiękowych. Przyjemne granie, które jeszcze bardziej zyskałoby na wartości gdyby było zrobione na żywych instrumentach, dodać Skawiński z Tkaczykiem powinni głębi gitar, wyrzucić plastikowe "pięciokąty perkusyjne", które wtedy chyba wszystkie zespoły wzięły sobie za punkt honoru, by je mieć w swoim składzie i wypróbować swoich sił w starciu z nimi. Moim zdaniem Kombi przegrało to starcie. Ale takie to były czasy i żywe instrumenty były w odwrocie.

 
Mam ten dar, że mogę w wyobraźni usłyszeć jak te numery zabrzmiały by gdyby na warsztat wziął je faktycznie zespół z rockowym instrumentarium. Toż to idealny materiał do zagrania na dwie gitary, bas i żywa łomoczącą perkusję. I to słychać, że potencjał w kompozycjach tu jest, zresztą jak na każdej płycie Kombi, dzisiaj kojarzącej się jednoznacznie z obciachem i brakiem swojej wizji na muzykę. A to za sprawa eksperymentów Skawińskiego z dodaniem drugiego „i” do nazwy zespołu i graniem szmaciarstwa za przeproszeniem okrutnego. Trzeba było dać umrzeć śmiercią naturalną legendzie. Teraz byliby klasykami, a tak są żywym trupem ubierającym się w najnowsze kolekcje projektantów mody (patrz sty uprawianej muzyki, mosty aviniony, scena dance czy coś w tym stylu)

 
 
Kolejny mój wpis, w którym wyżywam się na tym zespole, ale sympatia do zespołu i ich twórczości zostaje. Tyle przebojasów ponadczasowych ma na koncie Kombi, że nie mogę o nich do końca źle myśleć. Przeszukajcie sobie sami mojego bloga, to zobaczycie ile utworów umieścili chłopcy z tamtych lat na moim swoistym rankingu najlepszych polskich utworów.

 
 
A co znajduje się na Kombi 4? Oto moi ulubieńcy:

nieśmiertelny przebój zespołu z genialnym teledyskiem uważam zrealizowanym na światowym poziomie, z udziałem Karoliny Wajdy i nieżyjącego aktora Jacka Chmielnika, a wszystko wyreżyserowane przez Machulskiego. A do tego bardzo dobry napój koloru rudego spożywany przeze mnie wieczorami.


Rendez Vous- kolejny mega utwór i teledysk filmowy. Świetny bas Tkaczyka. To chyba największe muzycznie znane rzeczy na tym krążku, oprócz nich na Kombi 4 jest masa niezłego materiału.


 
Lawina- Kamień Do Kamienia- rock zagrany na plastikowo, ach ten Waldek Tkaczyk!
Zaczarowane miasto, no mam słabość do takich instrumentalnych wzniosłych melodii nie wiem czemu. W sumie pozostałe utwory mogę też wymienić bo przesłuchałem ta płytę sobie dzisiaj jednym ciągiem bez znudzenia. To tez o czymś świadczy.

Koniec końców co by nie pisać, górę bierze sentyment, że słuchałem sobie kiedyś tego analogu jako trzynastoletni szczyl i strasznie robiły mi te numery, dzisiaj raczej już nie znalazłyby zrozumienia tak zaaranżowane kompozycje w moim "szerokim guście".

czwartek, 21 lutego 2013

Rendez Vous vs Subway- Na Skrzyżowaniu Ulic


 
Tak wyglądała ulica, którą codziennie od dwunastu lat podążam do pracy w tedy kiedy powstawał utwór Na Skrzyżowaniu Ulic". Dzisiaj wygląda ona nieco inaczej, więcej jest aut, pasów, świateł i wszystkiego tego, o czym spiewa Ziemowit Kosmowski.
 

 

 Ekspolatuję tą składankę bardzo mocno cały czas i uwolnić się od niej nie mogę. Stąd też kolejny wpis dotyczący jednego z utworów na niej zamieszczonych. Rendez Vous oczywiście już było, owszem, nie chciałem więc już do nich wracać uznając temat za zakończony i wyczerpany. Podobnie zresztą jak w przypadku opisywanego zespołu Subway, który za spawą lidera jest połączony z Rendez Vous. Subway i Rendez Vous. Te dwa zespoły łączy również fakt, iż w swoim repertuarze mają ten potężnu utwór, który stał się dzisiaj bohaterem nocy.
 
 
A oto większość skrzyżowań w moim mieście
 
 
Nagrany dwa razy. W dwóch różnych epokach. Stąd dwie zupełnie różne interpretacje i wersje. Dwie odmienne wizje, co warte podkreślenia obie godne uwagi. Na dzisiaj co prawda bardziej trafia do mnie wersja starsza, ta ze składanki, niż subwayowa, ale to tylko kwestia nastroju i potrzeb. Ta pierwotna, pasuje do epoki w której powstała. Pięknie zimna, gitarowa, przestrzenna i chropowata. Nic a nic się nie zestarzała, a bridge gitarowy wchodzący po zwrotce wraz z wyłaniającej się z niej zagrywką gitarową to majstersztyk. Podobnie zresztą jak wejścei solówki gitarowej, to sa momenty które mogły tylko w Polsce powstać. Dla mnie rewelacja.

 
Nowsza wersja, może i bardziej lajtowa, bardziej swingowa, bujana za sprawą dęciaków i klawiszy to dzięki nim kompozycja ta staje się cieplejsza. Nie mogę nie wspomnieć również o tekście, w którym jest to skrzyżowanie "widoczne". Uwielbiam moment gdy jadę samochodem do pracy i właśnie trafia się ten fragment mojej składanki samochodowej, a ja stoję na ...skrzyżowaniu.