piątek, 18 stycznia 2013

Ziyo- Gloria


Pisząc o pierwszej płycie Ziyo dałem z siebie upust całej miłości do tej płyty. Opisując „Witajcie w teatrze cieni” też nie wzbraniałem się od używania wielkich słów i nie szczędziłem pochwał i zachwytów nad drugim krążkiem Jurka Durała & Co. Teraz nadeszła pora na trzecią płytę Ziyo- "Gloria". Jak już kilka razy wspominałem to ostatnia wielka płyta Ziyo, i dlatego też jej należy się cześć i chwała. Muszę ją zacnie opisać by nigdy pamięć o niej i zasługi jakie dla mnie uczyniła nie przepadły. Muszę ją godnie uhonorować znamienitym wpisem, bym poczuł się spełniony i bym oddał hołd ważnej dla mnie płycie, mimo iż już pojawił się tutaj utwór „War Colours” z tej płyty. Bardzo dawno to było.


Ten przydługi i nieskładny wstęp jest już wystarczającą odą do Glorii. Ale by nie było tak łatwo spróbuję jeszcze więcej słów na papier przelać by ten post tak szybko się nie skończył. A więc „Gloria”. W „Glorii” zakochałem się od pierwszego spojrzenia. Do dzisiaj wydaje się idealna i mimo upływu tylu lat nadal ma miłość do niej nie słabnie. Jaka jest ta „Gloria”?


Mimo iż muzyka potrafi tylko towarzyszyć mojemu nastrojowi, a nie ukoić mój wewnętrzny smutek i ból, to ta płyta właśnie była takim moim towarzyszem niedoli i swego rodzaju jedynym ówczesnym przyjacielem. Za co jeszcze kocham ten krążek? Ja się zmieniłem, świat się zmienił, a te utwory są cały czas takie same, te same emocje z nich biją. Jezuuu, mało merytorycznie piszę. Jadę po emocjach i to swoich. Muszę wrócić na ziemię i ochłonąć.


Dobra popiłem sobie zimnej wody, mogę spróbować pisać racjonalnie. Każda płyta Ziyo jest inna. Z jednej strony to bardzo dobrze, że nie zamknęli się w okopie ogranych patentów i nie eksploatują ich do granic możliwości (swoich) i wytrzymałości (słuchacza) jak to robi wiele zespołów (patrz acepiorundece). Pierwsza- mrok, może trochę zimnej fali jak to fachowcy określają, druga płyta rockowy, prawie że metalowy wykop. „Gloria”- rock mocny, choć wygładzone brzmienie, całe mnóstwo świetnych wokali i riffów. Niektórzy twierdzą, że Jurek był pod wpływem gdy nagrywał tą płytę. Pod wpływem Bono oczywiście. No i co z tego. Jurek lepszy od Bono.






Słowo kocham to mało by oddać to co czuję do każdego z utworów na tym wydawnictwie. Dla mnie płyta- kanon.

2 komentarze:

  1. swietna plyta z tymi smyczkowymi pasazami /ach ta wiolonczela/...do dzis mam unikalne wydanie CD z ta plyta firmy ASTA /Katowicka firma wydawnicza z pocz.lat 90-tych/ ktora kupilem jak sie ukazala plyta...no i vinyl, pielegnowany z namaszczeniem....Bo Ziyo to tez kawal mojego zycia..ponad polowa uplynela na jego sluchaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hm...można by pomyśleć, ze wiele płyt wrzucasz wg jakiegoś klucza :) Dziwnym zbiegiem okolicznosci zapodajesz mnóstwo muzyki, która w latach - powiedzmy 87-92 była dla mnie ważna lub robiła duze wrazenie, a do ktorej właściwie już nie wracam. Tak jaby ta muzyka miała swój czas - ale się definitywnie ten czas skończył. Chyba mam z tym jakis problem :)

    OdpowiedzUsuń