poniedziałek, 13 stycznia 2014

Brygada Kryzys- XXX Live

 

To co o tym koncercie napisałem rok temu nadal jest aktualne. Dzisiaj dopiero płyta z jego zapisem weszła w moje posiadanie. Lepiej późno niż wcale. Premiera na półce zatem nie może przejść tutaj bez echa, stąd też kilka zdjeć tego wydawnictwa, a muzyka, wyborna.

 

 
Chłopaki, a właściwie poważni wiekiem panowie mają w sobie tyle energii i ta muzyka brzmi zastanawiająco świeżo, że ze spokojem patrzę w przyszłość kiedy zagrają "Cosmopolis" w podobnej konwencji. Mam nadzieję, że potrwa to mniej niż trzydzieści lat. Żywię również nadzieję, że w końcu Lipiński jako Tilt,  a może jako Brygada, dotrze gdzieś w pobliże mojego miejsca zamieszkania bym mógł udać się na jego koncert i odleciał muzycznie. 





 
 

piątek, 10 stycznia 2014

Nalepa Breakout- Jesteś W Piekle


Ojcze polskiego bluesa. Tato, jakaś taka po prostu przyzwoita ci ta płyta wyszła. Ani mocno wybitna, ani też jakoś bardzo zła. Ot, taka po prostu średnia. Przyzwyczailiśmy się do płyt bardzo dobrych, wybitnych, a tu raczysz nas swoim typowym blues rockiem, czy też rocko- bluesem, któremu w zasadzie niczego nei brakuje i słucha się przyjemnie. Może ja za wielę oczekuję. Chcę drżenia serca, chcę by palce same skłądały się w powietrzu i wygrywały dźwięki solówek Twoich. Noga sama ma wybiajć rytm stopy a głowa kiwać się podążając za pochodami basowymi.
 
 
 
Tytułowy utwór i otwierający płytę Wilczych Praw Dziś Czas to bardzo dobre nalepowe numery. Wprowadziły mnie w trans, szkoda, że potem napięcie i jakość troszkę opada, bo numer następny czy też "Kiedyś Ci Wierzyłem" wsparty dziwnym instrumentarium nie są najwyższych lotów. Wiecie co chyba jednak trochę przesadzam i sam nie wiem czego chcę. Nigdy nie było mi źle, gdy słuchałem płyt Tadeusza Nalepy i tym razem nie jest mi źle, a wręcz przeciwnie. Okej kilka fragmentów lepszych, kilka gorszych, ale to zawsze będzie Ten głos i Ta gitara. Poniżej pewnego poziomu jednak jego twórczość nie zeszła. Chwała mu za to.
 
 
 
 
 
 

środa, 8 stycznia 2014

Kury- Kablox- Niesłyna Histaria


Pojechana okładka, pojechany tytuł płyty to i muzyka do normalnych ma raczej daleko. Musiałem sobie wrócić do Tymona i jego prastarych bandów, bo zabieram się za jego autobiografię i chciałem sobie trochę narobić większego apetytu na książkę. Z tego co pamiętam z przeszłości to kompletnie nie kumałem tej płyty. Robię zatem kolejny na sobie eksperyment i na bieżąco będę komentował to co usłyszę z głośników. Sam jestem bardoz ciekawy i tej płyty i swojej reakcji na nią. Zatem odpalamy okładkowy odkurzacz i wsysamy tymonowe dźwięki. Ciekawe czy dojrzałem już to tego odlotu czy jeszcze nie. Nie pamietam ani sekundy z tej muzyki. Ale fajnie!
 
 
No to się zaczęło. "America" no nawet zwykłe rockowe granie o co mi chodziło kiedyś. Po refreniku lekki odlocik ale taki z klasą. Nie no super! Mocne gitarowe odjechane granie, w sumie czego można się było spodziewać po Tymańskim. Trochę się bałem chyba, że usłyszę więcej elektroniki spod znaku polovirusa z kropkami między każda literą. Aż tak kompletnie nic nie pamiętam. Nie do wiary. Może ja wcale tej muzyki nie słyszałem kiedyś, i dlatego ją od razu skreśliłem. Ależ chaotycznie piszę dzisiaj.
 
 
"Smażalnia w Jelitkowie" No tak, jaki tytuł tak grają. Pani na wokalu, dęciaki typowe tymańskie. "Germans In Heaven" tylko dodaje uroku tej płycie. Tak to były dwa fragmenty mało muzyczne a więcej performistyczne. Tymon nie daje wytchneinia, kolejny odlot otrzymuję za sprawą numeru, gdzie słyszę najprawdziwsze kury chodzące po błotnistym podwórku, na którym pazurami rozgrzebują zieię w poszukiwaniu ziarna? Tylko dlaczego utwór nosi tytuł:
 
 
W połowie utworu co prawda kury sobie poszły i panowie wraz z panią zaczęli grać całkiem do rzeczy. Tekst za to wielce egzystencjalny. Takie lubię.
 
No jestem lekko skonfuzjowany i muszę przyznać iż głowa zaczyna mnie lekko boleć. No nie jest to muzyka na dzień powszedni, ani przy niej obiadu nie ugotujesz, ani mieszkania nie posprzątasz. Kumplowi też jej nie włączysz pijąc z nim piwo, bo pomyśli, że zacząłeś coś brać. Umiłowani w kosmicznych dźwiękach, to płyta dla was.
 
 
 
No i takie to są te Kury. Nieobliczalne i nieprzewidywalne. Znów zadaję sobie pytanie, co to za czasy były, że wydawca tego odjechanego ciągu dźwięków dopatrzył się jakiegoś potencjału nabywczego i wydał tą płytę. Dzisiaj raczej takie dźwięki musiałyby pozostać w garażach, albo byłyby wydane własnym sumptem przez artystów w ilości trzystu egzemplarzy limitowanych zresztą. A tu w latach dziewięćdziesiątych proszę, płyta, promocja w prasie! Dobre czasy dla rocka to były. Nawet jeśli był to rock tak kosmiczny jak na tym krążku. Nie podejmuję się oceny tej płyty bo okazuje się że za mało ją znam i mam wrażenie po dziejszym jej przesłuchaniu jakbym to zrobił pierwszy raz.

 

wtorek, 7 stycznia 2014

Variete- Koncert w Teatrze Stu


 
Ależ ciężko grają. Gatunkowo i mentalnie trzeba się wzbić na wyżyny skupienia by muzyka zaczęła pulsować w krwioobiegu. Dobrze, że Mikołaj Trzaska umila nam słuchanie tego koncertu swoimi wstawkami dmuchanymi dając tym chwile pozornego oddechu od ciężkiej jak powieki przed snem warstwie muzycznej. Zimnofalują panowie od początku do końca. Publiczność podziwiam i z drugiej strony zazdroszczę, że dali się wprowadzić w transowy stan. Zapewne nie jest to płyta dla przeciętnego zjadacza płyt z muzyką. Nie twierdzę też że tylko ja ją rozumiem, bo sam mam problemy z utrzymaniem skupienia przez cały koncert i dawkuję sobie doznania. Tak czy inaczej po przesłuchaniu tego zapisu zawsze z ulgą oddycham, że już dobrnąłem do jego końca. I co tu począć z taką płytą.
 
 
Tak się właśnie złożyło, że Variete nową płyte wydali i chęć mnie strasznie naszła na to by się z tym nowym materiałem zapoznać, że w oczekiwaniu na niego chwyciłem za starsze wydawnictwa.
 
 

niedziela, 5 stycznia 2014

Ozzy- Obcy Raj, Obce Niebo

 
Ale się fioletowo zrobiło. Singiel leżał sobie od niedawna, bo go dostałem, ale nazwa zespołu skutecznie odstraszała mnie od podejścia do gramofonu i wciśnięcia klawisza, który zmienia obroty z 33 na 44. Spodziewałem się muzyki w stylu polskiego pudel metalu, a zostałem miło zaskoczony w chwili kiedy podjałem męską decyzję o odsłuchaniu tego tajemniczego nieznanego singla z archiwów polskiej fonografii.
 

 
Dla wytrawnych koneserów i znawców polskiego rocka nazwa zespołu zapewne już coś mówiła, ja niestety zetknąłem się z nią pierwszy raz i nigdy wcześniej jakoś nie trafiłem na nich w mediach, prasie. Słuchałem więc bez żadnych oczekiwań a nawet z małym uprzedzeniem. A tu proszę strona "A" singla bardzo przyzwoita i przebojowa. Ponad pięć minut zagrane tak, że cały czas się coś dzieje, ciekawie zaspiewane z żeńskimi chórkami. Jestem pod wrażeniem.
 


No niestety, strona "be" singla już nie jest tak delikatna. To już właśnie takie granie z jakim mi się kojarzyła nazwa zespołu. Zwykły polski rock mało zresztą rockowy z czasów panowania pana w ciemnych okularach. Domyślam się, że żaden długograj nie powstał i to pewnie jedyne zapisy utworów jakie zostały przez zespół dokonane. Tak czy inaczej ten utwór "Obcy Raj, Obce Niebo to taka mała perełka.

piątek, 3 stycznia 2014

Bakshish- B3

 

Ten zespół zawsze wprowadza mnie w dobry stan, czy też wprowadza dobrą energię tak to lepiej zabrzmi. Może zbytnio przesłodzona jest to płyta. Zbyt cukierkowe refreniki i zwrotki no i brzmienie, ale i tak przyjemnie się tego słucha. Troszkę też produkcja jest jakby za bardzo spłaszczona, wolałbym bardziej rockowy zew, który raczyłby mnie z głośników. Więcej agresji i werwy w wokalach. Współcześnie jakoś w polskim rege nie mogę się odnaleźć i nic mi nie odpowiada. Pozostaje zatem słuchać polskich regałów z minionego wieku.

 
Trochę zespół przesadził również z długością utworów. Mnóstwo rzeczy prawie do pieciu minut rozciągniętych. Ile razy można powtarzać refren np w "Don't Blame Me",  czy w tytułowym B3. Czyli jednak trochę nuda. Matko, ta płyta jest strasznie długa chyba nawet o kilkanaście minut za długa. Wybrałbym najlepsze numery i krażek zyskałby na zwiewności, przebojowości i przysfajalności. A tak nie mogę za jednym razem wysiedzieć do końca i przez to zniechęcam się do tego wydawnictwa. Mało rocka w tym rege. Nie do wiary, że nagrali tylko trzy płyty. Ta jest dla mnie chyba najsłabsza. Chciałbym, żeby całe polskie rege nagrywało takie "słabe" płyty.
 
Bezapelacyjnie najlepszy numer na tej płycie:
 

środa, 1 stycznia 2014

Kobranocka- Niech Popłyną Łzy

 

Bardzo przeciętna płyta, na które znalazłem tylko kilka dobrych numerów. Żal mi tak pisać o zespole, który tyle dla mnie zrobił dobrego na swoich poprzednich płytach. Tutaj słyszę kompletną niemoc muzyczną. Utwory "Wrecking Ball" ze świetnym udziałem wokalnym pani, której nie znam i lekki co nie znaczy, że nie znakomity z dęciakmi Póki Możesz, Aż Do Końca to trochę za mało bym mógł dać wyższą ocene tej płycie. Bo praktycznie tylko te dwa numery zostały mi w głowie po przresłuchaniu wielokrotnym tego krążka. Być może gdy wyszła właśnie ta czwarta płyta Kobranocki, ja już byłem gdzieś indziej i jak wiele płyt, które znalazły się w niewłaściwym miejscu i czasie stoją na uboczu mojego słuchania muzyki.
 
 
Nic juz raczej ich pozycji nie zmieni. Słucham dzisiaj po latach tego wydawnictwa i mimo, iż patrzę na nie bardziej przyjaznym uchem i okiem to niestety nie wywołuje ono we mnie żadnych większych doznań ponad to co usłyszałem w 1994 roku. Nostalgi amnie nastała, bo pierwsze trzy płyty chłopaków to dla mnie absolutny kanon polskiej myśli rockowej i kopalnia dobrych numerów, które na zawsze zmieniły moje życie. Szacunek dla Kobranocki jest więc u mnie nadal ogromny, chociaż nowych płyt słuchać już nawet nie zamierzam.
 
 
Krótkie spojrzenie w przeszłość i dyskografia zespołu w pigułce dla niewtajemniczonych, bądź bardzo młodych adeptów rocka, dla których nazwa Kobranocka raczej nic nie mówi i z niczym się nie kojarzy.
 
 
singiel na kasecie? Nie widziałem tego raczej nigdzie