czwartek, 8 marca 2012

monoLight- Ribbons And Feathers


Wczoraj Maciej- mój friend przypomniał mi o tym zespole. Zobaczyłem i usłyszałem go podczas poznańskiego koncertu Closterkeller, z którego relację można znaleźć klikając na tą czerwoną czcionkę. Zapomniałem o nich bo Closterkeller wtedy mną zawładnął bez reszty. Dobre granie, takie w klimacie trochę Depeche Mode, trochę gotycko, z kopytem. Wokalista ma barwę głosu, którą bardzo lubię. Motoryczny kawałek. Czekam na więcej.


Jest jednak w narodzie młodzież, która potrafi nieźle zagrać i stworzyć nastrój swoją muzyką. To chyba najświeższy zespół jaki umieściłem u siebie, ale kibicuje im od teraz ogromnie. Oczywiście niszowa to muza, i raczej do pierwszej ligi nie trafią, ale utwór potężny. Widać, że pan klawiszowiec jest mózgiem zespołu, rządził na koncercie ze swoim laptopem niepodzielnie.


Minusy? Owszem jeden. Panowie, jak to bez basisty gracie? Przecież to najpiękniejszy intrument!. Bas z klawisza łee.

środa, 7 marca 2012

Houk- Zion


Bardzo dobry numer. Niesie wysoko i mocno. Utwór ten nie odbiegał od zachodnich produkcji tamtych czasów, taki dosyć "kornowy", a i dzisiaj nadal chce się docisnąć pedał gazu w samochodzie gdy wchodzi Maleo z refrenem. Szkoda tylko, że cała płyta raczej poniżej poziomu tego numeru. Niby nie mam się do czego doczepić, bo wszystkie numery są mniej lub bardziej "do przodu", lecz po przesłuchaniu całości nie zostają w głowie i nie chce się do nich wracać.


Oczywiście nie mogę od chłopaków wymagać, by nagrywali ciągle płyty w stylu genialnej "Transmission Into your Heart" bo wtedy wszyscy byśmy im zarzucali odcinanie kuponów od zdobytej sławy, ale mimo wszystko to już inny zespół, inna muzyka. Dobrze, że przynajmniej mam dobry killer do auta:


Był do tego normalnie znaczy się chciałem rzec oficjalnie nakręcony teledysk, ale jakoś nie ma go w dobrej jakości dostępnego w sieci. No i jeszcze oczywiście w gazecie zachwyty nad tą płytą i gwiazdkowanie wysokie. Zazdroszcze panu Kszczotkowi, że mu się wszystkie płyty tak podobają. Ciekawe czy wraca do jej słuchania częściej niż ja.


wtorek, 6 marca 2012

Armia- Zły porucznik


Na starość człowiek głupieje. Ja jestem już więc stary i głupi. Powiem szczerze, że twórczość Armii w ostatnich latach mnie przerosła. Zarówno pod względem ilości jak i treści. Bardzo skomplikowane dzieła muzyczno literackie, które przytłaczają mój skołatany i ułomny już umysł. Staram się śledzić na bierząco, cóż ten znakomity twór zwany Armią ma do zaoferowania i zapewne są to rzeczy znakomite, lecz już chyba nie dla mnie. Z płyty "Der Prozess", która nie jest złą płytą, wręcz przeciwnie jest dobra, ale tak ciężka w odbiorze, że najczęściej wracam do niej włączając sobie utwór:










Bardzo dużo w nim starej Armii. Jest czad, a najgenialniejsza jest zmiana motywu pod refrenem, wtedy gdy Budzyński robi paszczą: łoo i śpiewa: Jestem sam! Urywa mi to uszy, łeb, ręce, zresztą wszystko mi to urywa.

I jeszcze jak Budzy dokrzykuje: nie ma ze mną nikogo,  a chórek idzie za nim: nie,  nie ma! Dobre! Połamane, zakręcone. To już progresywny rock chrześcijańsko mistyczny.

A teraz ładnie się przyznajemy, kto ile lektur z listy przeczytał. Ja ze wstydem przyznaję się do czterech:


Do trzech innych sie przymierzałem ale odpadłem po pierwszych stronach. Jeśli ktoś będzie zainteresowany o którą lekturę chodzi zapraszam do komentarzy.

Są na tej płycie naprawdę znakomite fragmenty, ale muszę mieć natchnienie by oddać się w całości tej płycie, bo sprzątać mieszkania przy niej nie można.

poniedziałek, 5 marca 2012

Dżem- Detox


Zacznę od minusów. "Sen o Wiktorii" jestem straszny. Nie moge go słuchać od pierwszego razu gdy go usłyszałem. Nudne, jak flaki z olejem. Poza tym numerem płyta rewelacyjna, nie dość, że kompozycje są genialne, to płyta ta brzmi pięknie. Wszystko w dobrych proporcjach, każdy instrument dobrze brzmi. To ważne, że dobra produkcja tylko uwypukla piękno tej płyty.




Pamiętam, że edycja kompaktowa nie zawierała utworu "Czarny chleb" i rzadko kto miał wtedy płytę kompaktową, więc to rarytas dla mnie był. Poza tym wszystkie numery idealnie współgrają ze sobą i sprawiają, że nie można się wynudzić słuchając tej płyty, bo dwie urokliwe miniaturki na początku i na końcu płyty, a potem sama muzyczna uczta, żywe numery ("Jak malowany ptak", opisywany już  Mamy forsę, mamy czas, majestatyczny- kroczący utwór tytułowy) są przeplatane wolniejszymi, które i tak w swoim finale zyskują rockową energetyczną kulminację ("List do M", "Ostatnie widzenie")


Zasłuchiwałem się tą płytą za młodego. Dziaj może rzadziej do niej wracam, bo znam ją na wylot. Znakomita rzecz. Chyba ostatni Dżem jaki mi się podoba. Ostatnie płyty z Riedlem już do mnie nie trafiły, a jego współczesne wcielenia to już inna bajka.


Relacja z koncertu, który odbył się na krótko przed wydaniem płyty Detox.



Dżem w pigułce dla niewtajemniczonych.



niedziela, 4 marca 2012

Leszek Winder- Blues o śmierci


W sumie nie powinienem pisać już o tej płycie, bo zrobiłem to pisząc o utworze Rock Me Now i temat wydawał mi się wyczerpany. Jednakże w ostatnich tygodniach ucieszyłem się ogromnie, gdyż za naprawdę niewielkie pieniędze nabyłem kompaktową edycję tej płyty. W związku z tym dzisiejszy post to taka reedycja, czy właściwie suplement. Przesłuchałem jeszcze jej sobie kilka razy i uważam iż dobrze ulokowałem te dwadzieścia złociszy bez grosza.


Dzisiaj niedziela, koniec tygodnia, boli mnie trochę głowa, stad taki spokojniejszy fragment tej płyty. Takie granie mi dzisiaj pasuje. Blues o śmierci



Pan Winder wszytsko opowiedział we wkładce więc moja rola dzisiaj jest więc marginalna. Nawet mi to dzisiaj pasuje.


Recenzja dosyć miażdżąca ale chyba dosyć prawdziwa w kilku miejscach. Nie jest to równa płyta, nie zawsze chcę mi się jej całej przesłuchać, ale momenty ma znakomite.





piątek, 2 marca 2012

Kosmetyki Mrs Pinki- Miłość na polu minowym & Trująca fala & Ciągle w ruchu


Dziwny to zespół i dziwna muzyka. A ja lubię dziwne rzeczy. Oprócz dzisiejszego hiciora jest jeszcze jeden utwór, no może dwa, które podobnie jak dzisiejszy są jednymi z moich ulubionych, jeśli chodzi o polski rock. "Miłość na polu minowym", oprócz znakomitego tekstu ma po prostu niosącą "bojową"muzykę. Kosmetykom można odmówić wszystkiego oprócz oryginalności.


Wszyscy zapewne wiedzą, że w Kosmetykach grali: ten Jagielski i ten Starosta. Jeden "gwiazdor" telewizji śniadaniowych, a drugi wydawca świerszczyków. Wygrywa Starosta- plus za Balkan Elektrique. Jak już wszystko takie oryginalne, to nie inaczej musi być z nazwą. Też oryginalna.



Płyty nagranej czy może wydanej po latach nie uważam, więc o niej nie wspominam. Pierwotnie chciałem ograniczyć się tylko do tego utworu, ale w trakcie pisania uświadomiłem sobie, że opiszę wszystkie dobre ich numery  i tym sposobem będę miał ta kapelę z głowy i nie będę już do niej wracał. Po co mam robić na siłę osobne posty jeśli nic nowszego i mądrzejszego nie wymyślę. Stąd jako drugi niech idzie: Trująca fala, która jest bardzo tajemnicza i wciagająca.


A na koniec chyba najbardziej znany, a przeze mnie poznany jako pierwszy za sprawą mojej ukochanej opisywanej składanki "Radio nieprzemakalnych" numer Ciągle w ruchu, znany też z wiadomego filmu. To jest dopiero pojechany utwór, jednak na swój sposób hipnotyczny i wciągający. Przebojowy.

czwartek, 1 marca 2012

Czesław Niemen- Kwiaty ojczyste

 
Dotychczas prezentowałem Niemena raczej mało popularnego, czyli takiego, który przeciętny Polak uznający się za fana Czesława Niemena raczej w życiu nie usłyszał i raczej nie usłyszy. Dla tych "fanów" liczy się jedynie "Sen o Warszawie" i niech tak zostanie

Rockowy Niemen:



trochę czasu przed nagraniem płyty "Enigmatic":


Cały ten Rapsod żałobny jakoś mi się nie podoba niestety aż tak bardzo by go umieszczać na blogu. Wiem, że to kult i wszyscy na kolanach się modlą do tego utworu, zapewne mają rację, lecz dla mnie większą frajdę sprawia słuchanie utworu „Kwiaty ojczyste”, które muzycznie biją na głowę każdy utwór znajdujący się na tej płycie. Solo saksofonu jazzowe, Alibabki w chórkach znakomite, ciężkość riffu, klawisze, rewelacja. Słucha się tego jakby to był jeden z zachodnich utworów jakiegoś wielkiego zespołu tamtych czasów. Ja przynajmniej mam takie doznania.

Kwiaty ojczyste- w teledysku z epoki, chociaż jakiś fragment jest tu wycięty bo trwa trochę krócej niż na płycie.

Płyta rozłożona na czynniki pierwsze: